niedziela, 14 września 2014

"NIECH W KOŃCU COŚ SIĘ ZDARZY" - Trixi Von Bulow


Trixi Von Bulow to pisząca pod pseudonimem autorka wielu poradników dla kobiet m.in.: "Mężczyźni. Podręczna instrukcja obsługi", "Co zrobić, aby mężczyzna oszalał na twoim punkcie?", "Co zrobić, aby twoje życie stało się piękniejsze". Naprawdę nazywa się Daniela Thiele, jest dyrektorką programową w niewielkim wydawnictwie, a zarazem pisarką, krytykiem literackim, redaktorką, a po studiach pracowała nawet jako dziennikarka. Obecnie mieszka w Monachium z mężem i dwoma synami. "Niech w końcu coś się zdarzy" to jej debiut literacki. 


Główną bohaterką powieści jest Friederike Berger, w skrócie Fritzi. Kobieta ma 39 lat, jest po trudnym rozwodzie i ma córeczkę o pięknym imieniu Lilli. Jako samotna matka musi radzić sobie z trudami codziennego życia, jak również z coraz bardziej doskwierającą samotnością. Często wyobraża sobie siebie jako Grace Kelly, której jest fanką, niestety jest tylko jedną z wielu zwyczajnych kobiet. Na szczęście nie jest zupełnie sama. Ma wspaniałą przyjaciółkę Johannę, która czynnie uczestniczy w życiowych wzlotach i upadkach Fritzi. Pewnego dnia w ramach prezentu na 40 urodziny Johanna zabiera przyjaciółkę na weekend na morze. Czy to sprawi, że w życiu Friederike w końcu coś się wydarzy?

Fritzi Berger jest uroczo niedoskonałą bohaterką, z którą wiele kobiet na pewno się utożsami. Popełnia wiele błędów, ma swoje dziwactwa, a jej życie domowe jest niezwykle chaotyczne. Wszystko to sprawia, że bohaterka wydaje nam się autentyczna i z przyjemnością czytamy o jej perypetiach. Śledząc losy Fritzi przypomniał mi się taki cytat Paulo Coelho:

 „Życie potrafi być skąpe: mijają dni, tygodnie, miesiące, lata i nic się nie wydarza. A potem uchylamy jakieś drzwi i nagle przez szczelinę wdziera się istna lawina. W jednej chwili nie mamy nic, a już w następnej aż tyle, że trudno sobie z tym poradzić”
"11 minut" - Paulo Coelho

Myślę, że te słowa idealnie oddają istotę tej powieści. Friederike usilnie czeka, aż przydarzy jej się coś miłego, cokolwiek, coś co zmieni jej dotychczasowe życie. Niestety nie dzieje się kompletnie nic, co doprowadza Fritzi do ogromnego poczucia porażki. Oczywiście później sytuacja się zmienia i życie kobiety nabiera tempa. Nie wszystko idzie jednak w dobrym kierunku. Jeśli myślicie, że powieść jest przewidująca to się mylicie. Wyjazd nad morze z przyjaciółką absolutnie nie wystarczy, aby coś się wydarzyło. 

Myślę, że to co sprawiło, że jeszcze bardziej polubiłam bohaterkę był jej zawód. Friederike jest bowiem redaktorką w wydawnictwie, a książki to jej pasja. Jest nawet taki wątek, gdzie kobieta wyjeżdża na Targi Książki, nawiązuje kontakty z autorami itp. 

Czasami Fritzi zachowywała się zupełnie nieracjonalnie. Myślę, że wynikało to z ogromnego poczucia samotności i wrażenia, że jako dojrzała kobieta nie ma już czasu na bawienie się w "podchody" z mężczyznami. Wynikało z tego niezłe zamieszanie, było smutno, ale życiowo. Zauważyłam, że bez względu na wiek coraz więcej kobiet potrafi się naprawdę poniżyć, byle tylko zatrzymać przy sobie mężczyznę. Tak jak głównej bohaterce często brak nam poczucie bezpieczeństwa, a także nasza samoocena jest stanowczo za niska. 

Książka miała być swoistą odpowiedzią na "Jedz, módl się i kochaj", ale myślę, że nie ma tu podobieństw. Co jedynie Fritzi może sobie ugotować gar spagetti, kiedy jej córka już zaśnie. Na podróże też nie może sobie pozwolić, ponieważ jej konto bankowe świeci pustkami. 

Podsumowując "Niech w końcu coś się zdarzy" to udany debiut. Tytuł jak najbardziej adekwatny do treści. Piękna, przyciągająca wzrok okładka. Świetna na prezent dla mamy bądź przyjaciółki. Być może jest to historia jakich wiele, ale czytało mi się ją naprawdę dobrze. To przyjemna, wesoło-smutna opowieść dla kobiet i o kobietach. Idealna na wolne popołudnie. Historia, która uczy, że cierpliwość i docenianie tego co się ma w końcu na pewno przyniesie efekty. Polecam.

"My, ludzie czasem jesteśmy dziwni. Mamy talent do zaczynania ciągle od nowa, dążymy do trwałości i jednoznaczności, ale życie pełne jest niespodzianek i niejasności"
str. 206

Moja ocena 7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Klucznik"

Autor: Trixi Von Bulow
Tytuł: NIECH W KOŃCU COŚ SIĘ ZDARZY
Liczba stron: 228
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 27.08.2014r

piątek, 5 września 2014

STOSISKO WRZEŚNIOWE :)

BEZ ZBĘDNYCH CEREGIELI. W SIERPNIU ZASZALAŁAM:) OTO CO TRAFIŁO DO MOJEJ BIBLIOTECZKI. ZAPRASZAM:)


ZAKUPY, WYMIANY I PREZENTY:


Skusiłam się tylko i wyłącznie po okładce i to od razu na dwa tomy. Dawno mi się to nie przydarzyło. Taki spontan kompletny:) Czytaliście?


Prezenty od Lustereczka:) Coś wspaniałego! Bardzo Ci dziękuję:* Ogromnie cieszę się z tych książek.


Kusząca promocja w Empiku. 3 w cenie 2:)


"Hopeless" z powyższej promocji w Empiku.
"Gwiazd Naszych Wina" odkupiona w grupie na fb w pięknej filmowej okładce. Jestem już po lekturze. Moje przemyślenia na jej temat znajdziecie TUTAJ.


"O krok za daleko" - Biedronka 10zł. 
Nie przeczytałam jeszcze "Rywalek", ale jak widać nabyłam już "Elitę" :)


"Szkoła żon" oraz "Zielona Mila" z wymiany na fb :)


EGZEMPLARZE RECENZENCKIE:


"Niech się w końcu coś wydarzy" już przeczytałam. Niedługo recenzja. Obecnie czytam "Niechcianych" i już mogę powiedzieć, że to wciągająca lektura:) Jestem też niezwykle ciekawa "Bota".

Jutro wybieramy się na wesele przyjaciół - Marysi i Piotra:) Mam nadzieję, że dopisze pogoda i będzie to wspaniały dzień dla tej pięknej pary :) 


SERDECZNIE POZDRAWIAM, ŻYCZĘ MIŁEGO WEEKENDU I UCIEKAM OGLĄDAĆ HARREGO POTTERA, KTÓREGO WŁAŚNIE EMITUJE TVN:)

środa, 3 września 2014

"GWIAZD NASZYCH WINA" - John Green


Autor: John Green
Tytuł: GWIAZD NASZYCH WINA
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 04.06.2014r

Naprawdę nie wiem jak napisać recenzję tej książki. Zwlekałam z tym już kilka dni. Jest to piękna historia, aczkolwiek podczas czytania nie uroniłam ani jednej łzy.

Nie mogłam doczekać się momentu kiedy w końcu dowiem się co znaczą te dwa krótkie słowa "OKAY? OKAY", które pojawiały się w każdej czytanej przeze mnie recenzji tej książki. Byłam tego szalenie ciekawa, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja zakupu książki nie wahałam się ani chwili. Wręcz przeciwnie, obsesyjnie poszukiwałam jej od dłuższego czasu. Kupiłam i od razu zabrałam się za czytanie. I cóż... To naprawdę cudowna opowieść, ale po jej przeczytaniu nie wybuchły w mojej głowie fajerwerki.


John Green przedstawia nam historię nastolatków - Grace Hazel Lancaster oraz Augustusa Watersa. Para poznaje się na spotkaniu grupy wsparcia dla osób chorych na nowotwór. Zakochują się w sobie i pomimo trudów choroby przeżywają piękną, młodzieńczą miłość. Więcej na temat fabuły nie napiszę, gdyż nie ma to sensu.

Główni bohaterzy są bardzo dobrze wykreowani. Uwielbiam duet Hazel-Gus. Naprawdę. Są cudowni, uroczy, zabawni, pomimo tego całego balastu jakim jest dla nich ich choroba. Życzyłabym sobie, aby każda 16-latka oraz każdy 17-latek był tak pełen mądrości życiowej i znał takie pojęcia jak metafora czy hamartia. Niestety w prawdziwym życiu znam niewielu takich nastolatków. Wracając do Hazel i Augustusa - jestem pełna podziwu, że tak dzielnie radzili sobie z chorobą i nie pytali "dlaczego to właśnie ja?". Oboje określają siebie raczej jako efekt uboczny genetyki, niż osoby pokrzywdzone przez los. Mają dystans do siebie jak i do swoich chorób. 

Czuję się trochę zdezorientowana, ponieważ liczyłam na to, że właśnie ta książka będzie pierwszą na tym blogu z oceną 10/10. Spodziewałam się łez, wzruszeń, całościowego oczarowania. Łez nie było. Wzruszenie owszem. Trochę smutku, trochę śmiechu. Myślę, że wynika to z tego, iż przeczytałam miliony bardzo pozytywnych recenzji "GWN". 

Być może jest tak, że kiedy naprawdę bardzo chcemy przeczytać jakąś książkę, powinniśmy po prostu to zrobić, a nie wyszukiwać kolejne recenzje, by upewnić się w tym wyborze. Nie "nakręcać się". Tak właśnie było ze mną. Każdy z nas ma inną wrażliwość i powinnam była o tym pamiętać. Myślę też, że to małe rozczarowanie książką wynika również z tego, że wiele lat pracowałam w szpitalu. Miałam i nadal ma kontakt z osobami mniej lub bardziej chorymi. Jestem uodporniona, ale nie znaczy, że przez to czuję mniej. Wręcz odwrotnie. Po prostu temat choroby jest dla mnie "chlebem powszednim" w każdym jej aspekcie - psychicznym, fizycznym i społecznym. Codziennie widzę świat z perspektywy człowieka zdrowego , ale mającego kontakt z osobą chorą. W książce Hazel wypowiada pewne zdanie, jakże prawdziwe:

 „Na tym świecie jest tylko jedna rzecz okropniejsza niż umieranie na raka w wieku szesnastu lat, a jest nią posiadanie dziecka, które na tego raka umiera.” 


Hazel zdaje sobie sprawę jak bardzo trudno jest jej rodzicom. Ogólnie osobom, którym choruje ktoś bliski jest naprawdę bardzo ciężko. Przeżywają one mnóstwo emocji i stresu, chcą wziąć chorobę na siebie, ale jest to oczywiście niemożliwe. Towarzyszy im złość, żal, nadzieja lub jej brak. Muszą wykonywać codzienne obowiązki, a jednocześnie być zawsze w pogotowiu, bo dziecko/rodzic/współmałżonek mogą tej osoby potrzebować. Jest to bardzo trudne, smutne i wyniszczające. 

To chyba tyle moich przemyśleń na temat książki, którymi chciałam się z Wami podzielić. Jest to pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich nastolatków. Mogłaby wręcz być lekturą szkolną. Cieszę się, że przeczytałam i poznałam jej fenomen na własnej skórze.


Moja ocena 7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: "Klucznik""Historia z trupem" oraz "Kiedyś przeczytam".


Obejrzałam również ekranizację na podstawie książki i jestem zachwycona. To był naprawdę świetny film i serdecznie polecam. Akurat w przypadku książki "Gwiazd naszych wina" poczułam więcej emocji oglądając niż czytając. Polecam z całego serca.

niedziela, 31 sierpnia 2014

PODSUMOWANIE SIERPNIA + KILKA ZDJĘĆ


Witam Was serdecznie w ostatni dzień sierpnia, który jak każdy letni miesiąc minął niesamowicie szybko. Jutro 1 wrzesień, czas, w którym dzieci i młodzież wracają do szkoły. Część z Was na pewno ubolewa nad tym faktem, tak więc łączę się z Wami w bólu, a zarazem cieszę się z tymi, którzy szkołę lubią. Sama czasami tęsknię za szkolnymi czasami. Bardzo lubię jesień i jej atrybuty - kasztany, żołędzie, jarzębinę, grzyby, babie lato. Mam nadzieję na piękny złoty wrzesień!


Przeczytane w sierpniu:

1. Kathleen Tessaro - "Kolekcjonerka perfum" - recenzja

2. Charlotte Link - "Echo winy"  - recenzja


3. Joyce Maynard - "Ostatni dzień lata" - recenzja


4. Marcus Zusak - "Złodziejka książek" - recenzja


5. John Green - "Gwiazd naszych wina"


6. Iga Wiśniewska - "Żyli długo i nieszczęśliwie"



* Przeczytałam 6 książek oraz zrecenzowałam na blogu 5 tytułów

* Łącznie przeczytałam 2218 stron, czyli czytałam około 71 stron dziennie.

* Wszystkie przeczytane przez mnie książki były naprawdę dobrymi pozycjami i serdecznie je polecam!

* Biorę udział w nowych wyzwaniach: 
- "Kiedyś przeczytam" u Lustereczka :)
- "Stare dobre czasy" u Elenki :)

* Tym razem stosik opublikuję za kilka dni w oddzielnym poście, ponieważ w sierpniu zaszalałam i naprawdę jest tego sporo :) 

* Jestem zadowolona ze swoich wyników, ponieważ mam naprawdę niewiele wolnego czasu. Zauważyłam, że im człowiek ma mniej czasu, tym więcej zadań da się wykonać. Dziękuję Wam za mnóstwo komentarzy pod każdą moją recenzją:)


ZAPRASZAM NA SIERPIEŃ W ZDJĘCIACH

Przedstawiam Wam Olę, córkę mojej przyjaciółki. 9 sierpnia był jej wielki dzień - zaczęła raczkować, a wieczorem moje nisko usytuowane półki z książkami skłoniły ją do poznania świata z innej perspektywy :) Postanowiła się wdrapać, stanąć i poukładać mi książki :)


Bliższe poznanie Oli z literaturą :)


17 sierpnia mój kochany mąż obchodził urodziny :) Ciasto wizualnie nieudane, ale za to naprawdę smaczne :)


Gril urodzinowy mamy Oli, czyli mojej przyjaciółki Elizy:)


Pierwszy raz jadłam rybkę z grila :)


Dzień uraczył nas przecudną tęczą :)


Zachód słońca :)


Kolejna zaskakująca tęcza po ulewnym deszczu :)


Tarkowane placki z cukinii i marchewki, wyglądają jak ziemniaczane, są pyszne polecam :)


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK" Markus Zusak


Autor: Markus Zusak
Tytuł: ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 22.01.2014r


W końcu po dość długim czasie, postanowiłam w końcu przeczytać tak popularną i wychwalaną pod niebiosa "Złodziejkę książek". Niestety zrobiłam ogromny błąd, bo najpierw obejrzałam film, nie umiałam się powstrzymać. Przez to lektura nie była już dla mnie zaskakująca, choć mimo to czytałam z wielką przyjemnością. 

Tytułową "Złodziejką książek" jest Liesel Meminger, która pierwszą książkę kradnie na pogrzebie swego brata Wernera. Jest to "Podręcznik grabarza" jednak dziewczynka o tym nie wie, gdyż nie umie czytać. Wszystko zmienia się z chwilą, gdy trafia na wychowanie do przybranych rodziców - Hansa i Rosy Hubermanów. Liesel na początku ukrywa książkę, ale potem wraz z przybranym ojcem czytają ją w nocy od deski do deski i tak zaczyna się dla dziewczynki nauka czytania. Z każdym dniem poznaje ona wartość słów i odkrywa ich moc. Z czasem kradnie (w dobrej wierze oczywiście) kolejne książki - staje się to jej swoistym nałogiem. Pewnego dnia do piwnicy Hubermanów trafia Max. Jest Żydem i rozpaczliwie potrzebuje pomocy, którą uzyskuje. Tak rozpoczyna się piękna przyjaźń pomiędzy Maxem, a Liesel, a jej siłą napędową są książki oraz zawarte w nich słowa. 

Można by uznać, że to Liesel jest główną bohaterką lektury i niewątpliwie tak jest, ale równorzędnym bohaterem jak i narratorem opowieści jest Śmierć. Śmierć ukazana w jakże inny sposób. Myśląca, czująca, obserwująca. Widząca kolory i łagodnie wyciągająca dłoń, by zebrać dusze zmarłych i pomóc im przedostać się na drugą stronę. Śmierć bardzo zapracowana, zmęczona, bo nigdy nie ma chwili odpoczynku. Przecież ludzie nigdy nie przestaną umierać. Czasem smutna, a czasem wesoła - jak człowiek. Nigdy nie spotkałam się z tak przedstawionym obrazem śmierci. Powiem Wam, że teraz boję się jej o wiele mniej i na zawsze zapamiętam taki właśnie jej wizerunek. Jest on dla mnie niezwykle pokrzepiający. 

Akcja "Złodziejki książek" toczy się w czasie II wojny światowej - taki czas akcji to dla mnie nic nowego. Natomiast chciałabym napisać o czymś innym. W książce świetnie pokazane są nastroje niemieckiej ludności co do rządów Hitlera. Nie wszyscy się z nim zgadzali, niektórzy wręcz go nienawidzili. Tak jak inne narody cierpieli biedę, głód i bombardowania. Świetnym przykładem jest przyjaciel i sąsiad Liesel - Rudy Steiner, który pewnego dnia w przypływie wzburzenia poszedł zabić nazistowskiego przywódcę. Gołymi rękami. Wyobrażacie to sobie? Mały chłopiec idzie zabić Hitlera. Szacun. Oczywiście tego nie zrobił, ale brawa za samą chęć. 

Bardzo polubiłam wszystkich bohaterów książki, bo po prostu nie da się inaczej. Na początku książkę czytała mi się dziwnie, a winę za to ponoszą bardzo krótkie zdania. Nie lubię takich zdań. Im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym mniej mi one przeszkadzały, bądź też zupełnie zniknęły. Co do akcji toczy się ona niespiesznie, a dodatkowo Śmierć czasem wybiega do przodu, zdradza część wydarzeń i ponownie wraca do punktu wyjścia. Myślę, że może to niektórych denerwować. Mnie nie, gdyż jak już pisałam na wstępie obejrzałam wcześniej film, co było błędem. Pamiętajcie, nigdy tego nie róbcie. Najpierw książka, potem film.

Jestem szczęśliwą posiadaczką nowego wydania z okładką filmową i bardzo mi się ono podoba. Uwielbiam jak wiecie filmowe okładki. Książka jest dużego formatu, w środku znajdują się ilustracje. 



Dzieło Zusaka to naprawdę dobra książka, ponadczasowa i godna polecenia. Zapewne każdy z Wam znajdzie w niej coś dla siebie oraz zostanie zmuszony do przemyślenia różnych spraw. Jeżeli jeszcze tego nie czytaliście, koniecznie dajcie szansę "Złodziejce książek". Warto.

"Pewna dziewczynka...
Miała przyjaciela, który skrywał się w cieniu.
Przypomniała mu, 
jak dobrze wyjść na słońce oraz odetchnąć świeżym powietrzem.
A dzięki temu sama czuła, że żyje..."


Moja ocena 8/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: "Czytam opasłe tomiska""Historia z trupem" oraz "Kiedyś przeczytam".

piątek, 22 sierpnia 2014

"ECHO WINY" - Charlotte Link

Autor: Charlotte Link
Tytuł: ECHO WINY
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012


Zapewne kiedyś wspominałam, że zamierzam przeczytać wszystkie powieści Charlotte Link. Małymi kroczkami do tego dążę. Jest to ulubiona pisarka mojej mamy. Urodziła się w 1963 roku i jest obecnie jedną z najpopularniejszych autorek w Niemczech. Prawie wszystkie jej prace były bestsellerami. Najczęściej pisze powieści historyczne lub kryminalne z nutką thrillera psychologicznego. Wydała łącznie 17 powieści, na podstawie kilku z nich nakręcono seriale telewizyjne. W 2007 roku została uhonorowana nagrodą Goldene Feder (Złote Pióro).

 "Echo Winy" to moje trzecie spotkanie Z Charlotte Link. O poprzednich możecie poczytać tutaj:

1) "Ostatni ślad"
2) "Wielbiciel"


"Echo winy" to wielowątkowy kryminał, w którym poznajemy losy mnóstwa  ludzi. Autorka wprowadza nas powoli w historie 4 nieznanych sobie kobiet, których dzieci padły ofiarą gwałciciela i mordercy.

Morderstwa te zaczęły mieć miejsce wraz z pojawieniem się w Anglii pewnej pary. Są to Livia i Nathan Moor, niemieckie małżeństwo, które za życiowe oszczędności kupiło łódkę i wypłynęło w podróż po świecie. W związku z brakiem gotówki muszą zarabiać na życie w w portach, w których się zatrzymują. Marzenie opłynięcia świata to właściwie pomysł Nathana, który ma w nosie to, że jego żona nienawidzi łódki i panicznie boi się wody. Pewnej nocy ich jacht tonie, a oni ledwo uchodzą z życiem. Livia jest całkowicie załamana, natomiast jej mąż wcale nie przejmuje się tym, że zostali sami w obcym kraju i bez grosza przy duszy.

Z pomocą rozbitkom przychodzi Virginia Quentin. To właśnie w jej domu na wyspie Skye Livia przez kilka dni dorabiała sobie jako pomoc domowa. Kobieta proponuje im zamieszkanie we własnym domu, choć mąż ostrzega ją przed Nathanem. Wyczuwa, że ten człowiek przyniesie kłopoty.

Tak jak w przypadku poprzednich przeczytanych przeze mnie książek tej autorki, muszę napisać, że powieść kolejny raz jest bardzo kobieca. Już wyjaśniam dlaczego. Choć w opisie mamy mocne wątki - zabójstwo, gwałt - to nie spodziewajcie się opisów krwawych scen i brutalności. W tej książce tego nie znajdziecie. Autorka opisuje wszystko niezwykle ostrożnie, delikatnie, łagodnie. Skupia się bardziej na uczuciach i emocjach bohaterów. 

Poprzez liczne retrospekcje poznajemy życie Virginii Quentin i z każdą przeczytaną stroną nasza sympatia do niej maleje. Dowiadujemy się, że melancholijna natura kobiety wynika z pewnych wydarzeń z przeszłości, jednak Virginia nie robi nic, aby naprawić swoje błędy. Mało tego, ona popełnia kolejne. Nathan Moor wpada jej w oko i nie obchodzi ją, że skrzywdzi swego męża i 7-letnią córkę. Kompletnie też nie zwraca uwagi na żonę Nathana Livię. To bardzo nieprzekonująca, dziwna, egoistyczna bohaterka. Takiego zachowania jakie prezentuje nam Virginia mogę spodziewać po Zoey Redbird (bohaterka książek z cyklu Dom Nocy), która jest młoda i może popełniać błędy, ale nie po dorosłej kobiecie. Jej czynów nie da się niczym usprawiedliwić. Zatrzymajmy się na chwilkę na Livii Moore. Jest to kobieta cicha, spokojna, bojaźliwa, uległa. Typ "przepraszam, że żyję". Było mi jej niezmiernie żal, ale też drażniła mnie swoją obojętną, niezdecydowaną postawą. 

Nathan Moore natomiast został przedstawiony jako przystojny, pewny siebie mężczyzna, a przy okazji kłamca i naciągacz jakich mało. 

Jak widać bohaterów nie polubiłam wcale. Nie dało się. Takie kobiety jak Virginia niezwykle działają mi na nerwy. Nie docenia tego co ma, zostawia męża i córeczkę, aby wdać się w romans z oszustem. Na dodatek, kiedy już wychodzi na jaw, że Nathan jest po prostu naciągaczem, kobieta wraca do domu i nie ponosi absolutnie żadnych konsekwencji swoich czynów. Ani tych z przeszłości, ani z teraźniejszości. Mimo to książkę przeczytałam szybko, bo pomimo drażniących bohaterów całość prezentowała się dość ciekawie.

Wydawać by się mogło, że od początku wiadomo jest kto jest mordercą. Ja również myślałam, że wiem. Nic bardziej mylnego. W życiu nie spodziewałam się takiego zakończenia. Tutaj książka naprawdę zaskakuje na plus. I choćby dla tego właśnie zakończenia książkę warto przeczytać. Polecam też osobom, które nie lubią czytać opisów zbrodni i krwawych masakr, ale chcą poznać portret psychologiczny bohaterów i przy okazji rozwiązać zagadkę. Lekki, kobiecy, z niespodziewanym zakończeniem. Polecam:)

Moja ocena 7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: "Klucznik", " oraz "Czytam opasłe tomiska", "Historia z trupem" oraz w "Wyzwaniu bibliotecznym".

P.S. Zwykle staram się sama zrobić zdjęcie do każdego postu jaki dodaję, jednak w przypadku książek wypożyczanych w bibliotece nie ma takiej możliwości. Są to książki tak zniszczone, że aż żal chwyta za serce. "Echo winy" zostało troszkę podreperowane przez moją mamę, podklejone tu i ówdzie, ale mimo wszystko stan był fatalny. Brudne kartki, jakaś zaschnięta krew, tłuste plamy... Apeluję, szanujmy bardziej książki, to nic, że nie są naszą prywatną własnością i, że są z biblioteki!!!

Pozdrawiam:)