Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

"SŁUŻĄCA" - Tara Conklin


Autor: Tara Conklin
Tytuł: SŁUŻĄCA
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 21.01.2015

"Lina Sparrow, młoda i ambitna prawniczka zatrudniona w znanej kancelarii na Manhattanie, otrzymuje zadanie, które może ją wywindować na szczyty palestry: ma przygotować zbiorowy pozew o wielomilionowe odszkodowania dla potomków amerykańskich niewolników.

Podczas zbierania materiałów, Lina natrafia na ślad Lu Anne Bell, XIX-wiecznej malarki. Czy jej obrazy mogły być dziełem ciemnoskórej służącej, siedemnastoletniej Josephine? Jej potomek byłby idealnym powodem w procesie. Lina postanawia dowiedzieć się czegoś więcej na temat losów młodej służącej i odkrywa kolejne sekrety, dotyczące również jej własnej rodziny..."
*opis fabuły pochodzi z okładki 

"Służąca" to pierwsza powieść Tary Conklin, prawniczki z Seattle. Autorka porusza w niej temat niewolnictwa, który dotychczas znałam tylko z książki "Przeminęło z wiatrem" Margarett Mitchell. Niewolnictwo było tam jedną z przyczyn wybuchu wojny secesyjnej. "Służąca" to złożona powieść, na kartach której przeplatają się dwie płaszczyzny czasowe. Przeszłość należy do Josephine, niewolnicy pracującej na plantacji Bell Creek, a przyszłość jest w rękach Liny Sparrow, młodej prawniczki z Nowego Jorku.

Początkowo postać Liny nie przypadła mi do gustu. Wydawała mi się okropnie mdła i nijaka. Myślę jednak, że był to celowy zabieg mający za zadanie ukazać jej późniejszą przemianę. Autorka pokazała, że Lina jako człowiek wolny ma szansę sama decydować o sobie i swoim życiu. Cieszę się, że Carolina Sparrow skorzystała z tych możliwości i ukazała się czytelnikowi jako inna osoba. Josephine niestety takiej szansy nie miała, a szkoda, bo czytając jej historię od razu czuć było, że ma piękną duszę i potrafi dostrzec więcej niż inni ludzie. Naprawdę dałam się wciągnąć w historię młodej niewolnicy.

W powieści krążymy pomiędzy światem Liny, a Josephine, poznając tę historię z różnych perspektyw. Autorka włączyła też w narrację kilka innych osób, lekarza Caleba Harpera, oraz siostry Rounds. Dzięki tym postaciom wiemy, że nie wszyscy mieszkańcy Wirginii popierali niewolnictwo. Ruch abolicjonistyczny wprawdzie istniał, ale nie miał szerokiego poparcia. Ze starych listów dowiadujemy się jak mieszkańcy walczyli o zniesienie niewolnictwa oraz zakaz handlu niewolnikami. Działo się to oczywiście w ścisłej konspiracji, a każdy zdrajca, biały, czarny, wolny czy zniewolony był surowo karany. Tara Conklin bardzo wiernie oddała treść tej starej korespondencji. Listy były szalenie wciągające i choć powieść jest typowo obyczajowa, tocząca się niespiesznie, to te właśnie listy bardzo wzbogaciły toczącą się akcję.

Podsumowując "Służąca" to bardzo dobry start autorki, trudno uwierzyć, że to debiut. Powieść o sztuce i historii, miłości i tajemnicach, których jest naprawdę sporo. Napisana przystępnym, obrazowym językiem. Warto wspomnieć również o pięknej okładce, na dole której widzimy plantację bawełny oraz jej mieszkańców. Polecam miłośnikom powieści obyczajowych z aspektem historycznym i tajemnicą w tle.
Moja ocena: 7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: "Czytam opasłe tomiska", "Stare, dobre czasy"  i "Okładkowe Love".

niedziela, 14 września 2014

"NIECH W KOŃCU COŚ SIĘ ZDARZY" - Trixi Von Bulow


Trixi Von Bulow to pisząca pod pseudonimem autorka wielu poradników dla kobiet m.in.: "Mężczyźni. Podręczna instrukcja obsługi", "Co zrobić, aby mężczyzna oszalał na twoim punkcie?", "Co zrobić, aby twoje życie stało się piękniejsze". Naprawdę nazywa się Daniela Thiele, jest dyrektorką programową w niewielkim wydawnictwie, a zarazem pisarką, krytykiem literackim, redaktorką, a po studiach pracowała nawet jako dziennikarka. Obecnie mieszka w Monachium z mężem i dwoma synami. "Niech w końcu coś się zdarzy" to jej debiut literacki. 


Główną bohaterką powieści jest Friederike Berger, w skrócie Fritzi. Kobieta ma 39 lat, jest po trudnym rozwodzie i ma córeczkę o pięknym imieniu Lilli. Jako samotna matka musi radzić sobie z trudami codziennego życia, jak również z coraz bardziej doskwierającą samotnością. Często wyobraża sobie siebie jako Grace Kelly, której jest fanką, niestety jest tylko jedną z wielu zwyczajnych kobiet. Na szczęście nie jest zupełnie sama. Ma wspaniałą przyjaciółkę Johannę, która czynnie uczestniczy w życiowych wzlotach i upadkach Fritzi. Pewnego dnia w ramach prezentu na 40 urodziny Johanna zabiera przyjaciółkę na weekend na morze. Czy to sprawi, że w życiu Friederike w końcu coś się wydarzy?

Fritzi Berger jest uroczo niedoskonałą bohaterką, z którą wiele kobiet na pewno się utożsami. Popełnia wiele błędów, ma swoje dziwactwa, a jej życie domowe jest niezwykle chaotyczne. Wszystko to sprawia, że bohaterka wydaje nam się autentyczna i z przyjemnością czytamy o jej perypetiach. Śledząc losy Fritzi przypomniał mi się taki cytat Paulo Coelho:

 „Życie potrafi być skąpe: mijają dni, tygodnie, miesiące, lata i nic się nie wydarza. A potem uchylamy jakieś drzwi i nagle przez szczelinę wdziera się istna lawina. W jednej chwili nie mamy nic, a już w następnej aż tyle, że trudno sobie z tym poradzić”
"11 minut" - Paulo Coelho

Myślę, że te słowa idealnie oddają istotę tej powieści. Friederike usilnie czeka, aż przydarzy jej się coś miłego, cokolwiek, coś co zmieni jej dotychczasowe życie. Niestety nie dzieje się kompletnie nic, co doprowadza Fritzi do ogromnego poczucia porażki. Oczywiście później sytuacja się zmienia i życie kobiety nabiera tempa. Nie wszystko idzie jednak w dobrym kierunku. Jeśli myślicie, że powieść jest przewidująca to się mylicie. Wyjazd nad morze z przyjaciółką absolutnie nie wystarczy, aby coś się wydarzyło. 

Myślę, że to co sprawiło, że jeszcze bardziej polubiłam bohaterkę był jej zawód. Friederike jest bowiem redaktorką w wydawnictwie, a książki to jej pasja. Jest nawet taki wątek, gdzie kobieta wyjeżdża na Targi Książki, nawiązuje kontakty z autorami itp. 

Czasami Fritzi zachowywała się zupełnie nieracjonalnie. Myślę, że wynikało to z ogromnego poczucia samotności i wrażenia, że jako dojrzała kobieta nie ma już czasu na bawienie się w "podchody" z mężczyznami. Wynikało z tego niezłe zamieszanie, było smutno, ale życiowo. Zauważyłam, że bez względu na wiek coraz więcej kobiet potrafi się naprawdę poniżyć, byle tylko zatrzymać przy sobie mężczyznę. Tak jak głównej bohaterce często brak nam poczucie bezpieczeństwa, a także nasza samoocena jest stanowczo za niska. 

Książka miała być swoistą odpowiedzią na "Jedz, módl się i kochaj", ale myślę, że nie ma tu podobieństw. Co jedynie Fritzi może sobie ugotować gar spagetti, kiedy jej córka już zaśnie. Na podróże też nie może sobie pozwolić, ponieważ jej konto bankowe świeci pustkami. 

Podsumowując "Niech w końcu coś się zdarzy" to udany debiut. Tytuł jak najbardziej adekwatny do treści. Piękna, przyciągająca wzrok okładka. Świetna na prezent dla mamy bądź przyjaciółki. Być może jest to historia jakich wiele, ale czytało mi się ją naprawdę dobrze. To przyjemna, wesoło-smutna opowieść dla kobiet i o kobietach. Idealna na wolne popołudnie. Historia, która uczy, że cierpliwość i docenianie tego co się ma w końcu na pewno przyniesie efekty. Polecam.

"My, ludzie czasem jesteśmy dziwni. Mamy talent do zaczynania ciągle od nowa, dążymy do trwałości i jednoznaczności, ale życie pełne jest niespodzianek i niejasności"
str. 206

Moja ocena 7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Klucznik"

Autor: Trixi Von Bulow
Tytuł: NIECH W KOŃCU COŚ SIĘ ZDARZY
Liczba stron: 228
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 27.08.2014r