czwartek, 7 grudnia 2017

"SPEKTRUM. LEONIDY" - Nanna Foss


Autor: Nanna Foss
Tytuł: SPEKTRUM. LEONIDY
Seria: Spektrum, tom 1
Wydawnictwo: Driada
Liczba stron: 544
Data wydania: 29.11.2017

Dorastając z książkami o Harrym Potterze trudno jest wyobrazić sobie coś lepszego, coś doskonalszego. Mimo to człowiek wciąż szuka tej odrobiny magii, tego czegoś, co znów pozwoli mu beztrosko odpłynąć w fantastyczny świat. Nanna Foss podjęła próbę stworzenia powieści skierowanej do młodzieży, w której teoretycznie powinniśmy odnaleźć powyższe cechy. 

"Spektrum. Leonidy" to pierwsza część przygód nastolatków z Danii. Emilka, Alban i Linus są przyjaciółmi, a do ich paczki autorka dorzuca hardkorową parę bliźniąt, czyli Noa i Pi oraz klasową kujonkę Adriannę. Jakoś nie mogłam wczuć się w ten dziwny dobór imion. Całość liczy sobie 544 strony, ale bardzo ciężko jest mi zrecenzować tę pozycję, ponieważ praktycznie do samego końca nie dzieje się nic konkretnego i dopiero u schyłku lektury zaczyna się robić ciekawie. Lubię motyw podróży w czasie, ale myślę, że wątek ten rozwinie się porządnie dopiero w następnej części i mam nieodparte wrażenie, że będzie to o wiele bardziej płynna i ciekawa część. Niestety od czegoś trzeba zacząć i to przydługie wprowadzenie na pewno czemuś służy. Niestety nie mogę udawać, że jest to książka doskonała. Za dużo chaosu, za dużo niewiadomych. Całość zawiera bardzo dużo wtrąceń z języka angielskiego, które i tak były tłumaczone w przypisach, więc nie wiem po co w ogóle taki zabieg został wprowadzony. 

Plusami lektury jest bezsprzecznie piękna okładka, duże litery (tak, wiem, głupio brzmi, ale dla mnie to bardzo ważne, tym bardziej, jeśli książka jest tak gruba). Ciekawy, tylko jeszcze nierozwinięty wątek podróży w czasie. Fajnie ukazany motyw przyjaźni, w którym jeden z członków grupy jest osobą niepełnosprawną. Emilia jako główna bohaterka lekko nijaka, natomiast Noa potwornie denerwujący. Ciekawi mnie bardzo wątek nauczyciela Janusa, który jest bardzo tajemniczą postacią, ale jestem pewna, że autorka rozwinie jego sylwetkę. 

Podsumowując, mimo ilości stron "Spektrum. Leonidy" to dopiero początek przygód duńskich nastolatków i żeby cokolwiek stało się jasne, musimy czekać na drugi tom. Pod koniec naprawdę zrobiło się ciekawie i chciałabym odkryć pomysł Nanny Foss na tę serię. 

Pod tym linkiem na Facebooku możecie śledzić doniesienia na temat serii:
Znajdziecie tam również inne recenzje pierwszego tomu, który ogólnie został dość ciepło przyjęty. Ja jednak nie odnalazłam jeszcze tej magii, ale też nie czuję się zniechęcona, raczej zaciekawiona. Myślę, że osoby w grupie wiekowej 14-17 lat będą usatysfakcjonowane lekturą, a ja osobiście chętnie sięgnę po drugi tom.
Moja ocena 5/10

Nanna Foss – urodzona w 1985 roku duńska autorka. Absolwentka dziennikarstwa i języka duńskiego. Wykłada w Young Hopeful Authors oraz w Szkole Pisarzy dla Młodzieży w Odsherred. Już jako dziecko marzyła o zostaniu pisarką. Sen o podróży w czasie sprawił, że spełniła swoje marzenie. Dorastała z książkami o Harrym Potterze, jest fanką JK Rowling. Inspiruje się czytając książki, oglądając filmy i spacerując wśród natury.

piątek, 24 listopada 2017

"KING" - T.M. Frazier


Autor: T.M. Frazier
Tytuł: KING
Cykl: The King, tom 1
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 16.11.2017

Bardzo lubię literaturę erotyczną,  ponieważ w codziennej prozie życia jest to bardzo łatwy i przyjemny sposób na spędzenie wolnego czasu i odstresowanie się.  Jedyny minus takich książek to schematyczność i pomimo sympatii do takich lektur,  czasem nawet mnie trafia szlag.  Ile można czytać o bogatych biznesmenach i szarych myszkach? "King" zaciekawił mnie swoim opisem na okładce i stwierdziłam,  że dam mu szansę.  I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę! Wczoraj wieczorem skończyłam czytać,  a dziś muszę napisać o tej książce i to poza kolejnością.  Muszę,  bo się uduszę!


Najbardziej zaskoczyło mnie to,  że fabuła książki nie jest sztampowa i jak na erotyk pełna zwrotów akcji.  Brantley King jako główny bohater jest oczywiście wyśmienitym kąskiem,  ale zarazem bardzo mroczną postacią. Niedawno wyszedł z więzienia, hobbystycznie zajmuje się tatuowaniem ludzi. Fakt, że całkiem niedawno czytałam książkę, w której główny bohater też był tatuażystą (jeszcze jej dla Was nie zrecenzowałam), ale "King" to zupełnie inna liga. Pozostali bohaterowie również genialnie wykreowani.  Pokochałam na pozór ciapowatego, wielkiego Beara z gangu motocyklowego i psychopatycznego Preppy'ego,  który rozbawiał mnie do łez swoim poczuciem humoru,  a także strojem i całym swym usposobieniem. Gdy przeczytałam o jego biznesie, a mianowicie Babcinej Zielarni śmiałam się na cały głos.  No i oczywiście Doe,  młoda,  wychudzona i głodna przybłęda,  która nie wie kim jest,  ale nie daje się stłamsić. Lekkie pióro autorki sprawia, że wraz z Doe czytelnik przeżywa jej strach, czuje jej głód i przeżywa tragedię, która ją spotkała. "King" to nie jest historia,  która kończy się dobrze. Owszem,  Preppy zapewnia dawkę humoru,  ale całość utrzymana jest w  mrocznym i bardzo smutnym klimacie. Postacie są bardzo emocjonalne, dzięki czemu ich los nie jest nam obojętny. To co dzieje się pod koniec lektury łamie serce i nie jest to jedna rzecz.  Kilka tragedii nakłada  się na siebie i jestem pełna podziwu dla autorki,  że stworzyła taką szaloną opowieść,  w której ciągle coś się dzieje,  a seks zdecydowanie nie jest na pierwszym miejscu.  Pod koniec lektury wiedziałam już,  że to nawarstwienie tragedii nie może znaleźć rozwiązania w jednym tomie.  Po skończonej lekturze  nadal pozostaję w szoku i tak bardzo chciałabym wiedzieć co dalej,  że to aż boli.  Eksplozja zwrotów akcji lekko mnie przytłoczyła. Jak pisałam wyżej lubię erotyki, ale zdaję sobie sprawę, że zazwyczaj są bardziej lub mniej banalne. W mojej opinii w "Kingu" nic nie jest banalne ani schematyczne. Właśnie na taką książkę ostatnio czekałam. 

Lojalnie uprzedzam, że książka zawiera mnóstwo wulgaryzmów i nie nadaje się dla osób, którym to przeszkadza. Napisana kwiecistym językiem nie byłaby tak prawdziwa. "King" zdecydowanie jest lekturą dla dorosłych. Na skrzydełku okładki pewna opinia o "Kingu" brzmi tak:

"Ta książka niesie za sobą wiele przesłań. Pierwsze wrażenie rzadko kiedy jest prawdziwe. Rodziny nie tworzą tylko więzy krwi. Duchy istnieją. Niektórzy ludzie są po prostu draniami, którym należy się kara. I oczywiście - prawdziwych przyjaciół nie łatwo jest zdobyć. Jeśli masz szczęście takich posiadać traktuj ich dobrze i nigdy nie pozwól im odejść." - Mama Vicky Says

Musiałam Wam zacytować te słowa, bo kimkolwiek jest Vicky, podpisuję się pod jej słowami rękami i nogami. Jest to kwintesencja tej książki, bo nie jest to zwyczajny dark romance. Rok chyli się ku końcowi i jest to chyba najlepsza książka w swojej kategorii jaką czytałam. Myślę, że nic jej nie przebije, chyba, że szybko wyjdzie kolejny tom, który przeczytam natychmiast jak tylko trafi w moje ręce. 

Podsumowując "King" to pozycja, która totalnie mnie zaskoczyła, zbiła z tropu, zaciekawiła, sprawiła, że przeżywałam z bohaterami wszystkie ich działania. Dziewczyny! Jeśli lubicie powyższy typ literatury, ale drażni Was powtarzalność, rutyna i głupota bohaterów w dotychczas czytanych pozycjach, sięgnijcie po "Kinga". Gwarantuję dużo emocji i miło spędzony czas. Polecam bardzo serdecznie. 

Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 20 listopada 2017

Zapowiedź - "LIST OD..." - Katarzyna Ryrych

Książka, która pomaga dzieciom

Moi kochani, jak wiecie w tym roku zostałam po raz pierwszy mamą, dlatego też serdecznie chciałabym zaprosić Was do akcji charytatywnej, którą organizuje Empik. 
Premiera książki odbędzie się 2 grudnia 2017, a kupicie ją w Empiku.

Książka została stworzona specjalnie na zamówienie Empiku, z myślą o akcji charytatywnej. Kontynuując ideę tegorocznej świątecznej animacji Empiku „Najważniejsze znajdziesz w środku”, historia nastoletniego Linusa wpisuje się w opowieść o ludziach, którzy w Święta odnajdują to, co ukryte a najbardziej dla nich wartościowe. 10 złotych ze sprzedaży każdego egzemplarza „Listu od…” – czyli cały zysk, Empik przekaże fundacji Zaczytani.org na tworzenie Bibliotek Małego Pacjenta. Są to miejsca na szpitalnych oddziałach dziecięcych z wydzielonymi regałami, z których bez ograniczeń mogą korzystać mali pacjenci.


Kilka dni przed Świętami energiczny dwunastolatek – Linus ulega wypadkowi. Kiedy oczekuje na pomoc wpada mu w ręce tajemnicza koperta. Jego życie ulega diametralnej przemianie. „List od…” (Wydawnictwo Wilga) Katarzyny Ryrych to nie tylko ciepła i wzruszająca opowieść, ale też pierwsza książka, będąca elementem świątecznej kampanii, która w bezpośredni sposób pomaga dzieciom. Cały zysk z jej sprzedaży Empik przekaże fundacji Zaczytani.org na tworzenie Bibliotek Małego Pacjenta.
„List od…” to historia, w której na próżno szukać milusińskich elfów i brodatego Świętego Mikołaja w czerwonym kubraczku. Linus spotyka na swojej drodze Mikołaja na miarę XXI wieku: Majka – ubranego w dżinsy i skórzaną kurtkę. Z ssań, po pracy, przesiada się do małego fiata. Podobno Majk też ma konto na fejsie… Dotychczasowa obojętność chłopca wobec rodziny, zmienia się stopniowo w zrozumienie potrzeby bliskości. Relacja z rodzicami staje się kluczowym elementem historii. Czy świąteczna przygoda doprowadzi Linusa do odnalezienia swojego taty?
Książka Katarzyny Ryrych przeprowadza dziecko przez świat dobra i zła, a robi to w nietuzinkowy sposób: poprzez ciekawą fabułę, błyskotliwe dialogi, ale i nowoczesny slang, wpleciony w rozmowy o poważnych sprawach. Książka została pozytywnie zaopiniowana przez dr Aleksandrę Piotrowską – psycholog dziecięcą, pracującą na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego od 1974 roku. – Wartościowe przesłania tej książki mają dużą szansę trafić do młodego czytelnika, bo książka ma nie tylko wartką, interesującą akcję, ale też unika nachalnego i natrętnego dydaktyzmu, a napisana jest lekkim językiem, pełnym ciepłego humoru – mówi Piotrowska.
Katarzyna Ryrych – pisarka, twórczyni książek dla dzieci, m.in. „Króla”, za którego otrzymała wyróżnienie honorowe w konkursie „Książka roku 2015” Polskiej Sekcji IBBY. Książka „Koniec świata nr 13” przyniosła jej w 2017 roku nominację do Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego.

czwartek, 16 listopada 2017

"DOBRA CÓRKA" - Karin Slaughter


Autor: Karin Slaughter
Tytuł: DOBRA CÓRKA
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: 

Harper Collins
Data wydania: 11.10.2017


Zwyczajne, rodzinne życie Charlotty i Samanthy Quinn zostało przerwane przez potworny atak na ich rodzinny dom. Dwóch napastników zabiło ich matkę. Zrobili to najprawdopodobniej z powodu ich ojca - znanego obrońcy wszelkiej maści szumowin i przestępców. Owszem, czasem zdarzało się mu znaleźć tak zwanego "jednorożca", czyli oskarżonego o ciężkie przestępstwo, który był niewinny, ale działo się to sporadycznie. 

Dwadzieścia osiem lat później Charlie podąża śladami ojca, by zostać prawnikiem - idealną, dobrą córką. Ale kiedy przemoc znów pojawia się w Pikeville - a szokująca tragedia powoduje, że całe miasto przeżywa szok - Charlie pogrąża się w koszmarze. Jest nie tylko pierwszym świadkiem na scenie, ale jest także osobą, która uwalnia swoje straszne wspomnienia, które tak długo starała się tłumić. Szokująca prawda o zbrodni, która zniszczyła jej rodzinę prawie trzydzieści lat temu, nie została pogrzebana na zawsze ..

W trakcie czytania "Dobrej córki" można by orzec,  że Rusty Quinn nie kochał swoich córek, że nawet po śmierci żony praca pozostała dla niego najważniejsza.  Nie jest to jednak prawda. Kochał każdą z córek tak jak w danej chwili tego potrzebowała. Jego córki potrzebowały wielu lat, aby dojść do tego konsensusu. Karin Slaughter stworzyła bardzo ciekawą postać ojca, adwokata, błazna i ekscentryka w jednej i tej samej osobie. Naprawdę go polubiłam, a zarazem nigdy nie spotkałam tak wykreowanego bohatera.

Co do wątków kryminalnego i makabrycznego, które charakteryzują autorkę, tym razem akcja skupia się bardziej na uczuciach i emocjach towarzyszących dawnej zbrodni. Rozdziały, w których Slaughter przenosi nas do przeszłości są szokujące, okrutne, krwawe, ale nie bardziej niż w innych jej powieściach. To co przeżyły dziewczynki jest brutalne i smutne. Rozdziały opisujące teraźniejszość cechują się większym luzem, często są okraszone ironią córek i żarcikami ich ojca. 

Podsumowując, "Dobra córka" nie jest na pewno najlepszą książką  Karin Slaughter. Jest dobra, ciekawa, ale nie tak genialna jak wydane dwa lata temu "Moje śliczne". Początek jest lekko chaotyczny, ale plusem jest szereg fajnie wykreowanych postaci, w skład których wchodzi przede wszyskim Rusty i Gamma, czyli tragicznie zmarła matka bohaterek. Osobiście jestem wielką fanką autorki, dlatego też nie mogłam sobie odmówić lektury i choć książka nie jest wybitna ma w sobie coś, co pozwoliło mi uporać się z nią bardzo szybko. 
Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 13 listopada 2017

"GWIAZDY, KTÓRE SPŁONĘŁY" - Melissa Falcon Field


Autor: Melissa Falcon Field
Tytuł: GWIAZDY, KTÓRE SPŁONĘŁY
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 20.10.2017

Claire Spruce jest czterdziestoletnią kobietą, żoną oraz świeżo upieczoną mamą małego Jonaha. Wiele lat starali się z mężem o dziecko, a kiedy synek pojawił się na świecie nie wszystko było tak kolorowe jak mogłoby się wydawać. Późne macierzyństwo pociągnęło za sobą rezygnację z życia zawodowego, wniosło do życia Claire swoistą rutynę i niedowartościowanie. Mąż Claire pochłonięty pracą lekarza, nie zauważa osamotnienia swojej żony. To wszystko sprawia, że bohaterka pakuje się w kłopoty. Otrzymuje wiadomość na facebooku od swego dawnego chłopaka i prawie natychmiast odpisuje.

Czy niewinny internetowy flirt może zniszczyć przykładną rodzinę?

Bycie matką, to z pewnością jedno z najpiękniejszych doświadczeń na świecie. Jednocześnie może być to doświadczenie skrajnie wyczerpujące, szczególnie w sytuacji gdy świeżo upieczona mama jest zdana tylko i wyłącznie na siebie. Wydaje mi się, że "Gwiazdy, które spłonęły" to bardzo osobista książka Melissy Falcon Field. Autorka nadała swojej bohaterce mnóstwo cech i zainteresowań, które sama posiada. Claire jest kobietą bardzo skomplikowaną, jej problemy emocjonalne sięgają czasów, gdy była jeszcze nastolatką. W swojej powieści autorka często przenosi nas lata wstecz w celu dogłębnego zrozumienia głównej bohaterki. Przekroczenie magicznej czterdziestki w swoisty sposób działa na Claire deprymująco. Jest to czas, gdy większość ludzi przeżywa pewnego rodzaju załamanie i analizuje dotychczas przeżyte chwile. 

Całość jest utrzymana w bardzo spokojnym tonie. Akcja rozwija się powoli i troszkę rozwlekle. Myślę, że część czytelników nie zrozumie tej książki tak jak powinno. Chodzi mi szczególnie o osoby młode, które nie mają jeszcze takich doświadczeń jak Claire. W tym kontekście książka wydaje się nudna, mdła i bardzo łatwo ocenić bohaterkę, bo przecież robi źle i kropka. Tak naprawdę całość jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Osobiście odnalazłam w książce mnóstwo prawdziwych stwierdzeń i zachowań. Mankamentem jest to, że Melissa Falcon Field mogła uczynić fabułę nieco żwawszą, bo jako wiecznie niedospana matka musiałam naprawdę mocno się skupić, aby się nie pogubić.

"Gwiazdy, które spłonęły" to opowieść o wybaczeniu, odkupieniu i porządnym rozliczeniu się z przeszłością, bo tylko tak można ruszyć dalej. Polecam starszym czytelnikom, wszystkim mamom, które w jakiś sposób czują się samotne i zagubione, oraz osobom lubiącym literaturę obyczajową. 

Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 6 listopada 2017

"CZASAMI KŁAMIĘ" - Alice Feeney


Autor: Alice Feeney 
Tytuł: CZASAMI KŁAMIĘ
Liczba stron: 400
Data wydania: 27.09.2017 
Wydawnictwo: W.A.B.



Kłamstwo to nieodłączny element naszego życia. Myślę, że nie ma takiej osoby, która nie miałaby do czynienia z tym zjawiskiem. Istnieją różne rodzaje kłamstwa i nie da się przyporządkować ich do jednej kategorii. Niektóre łatwo przejrzeć, inne są zdecydowanie bardziej niebezpieczne. Życie głównej bohaterki zdecydowanie skłania się ku tej drugiej kategorii. Sama Amber również jest niebezpieczna, choć przez większą część lektury było mi szkoda jej postaci. Bardzo trudno żyć w kłamstwie, ale mówi się, że jeszcze trudniej w nim umierać...

Zacznijmy od faktów. Amber Reynolds poznajemy jako pacjentkę. Kobieta leży w śpiączce, jej ciało jest bezwładne, ale umysł jest jasny, a myśli przejrzyste i niczym nie zmącone. Wydaje mi się, że po lekturze "Czasami kłamię" nigdy już nie spojrzycie inaczej na osobę w śpiączce jak przez pryzmat Amber. Często zastanawiamy się czy ludzie w śpiączce nas słyszą, czy czują? Wydaje się to niemożliwe, a jednak... Amber słyszy i czuje wszystko. Jej mózg krzyczy od nadmiaru wrażeń i emocji, nikt jednak nie reaguje. Dotykają ją obce ręce, myją i układają według swojego widzimisię. Goście przychodzą, rozmawiają i nie zdają sobie sprawy, że Amber wszystko słyszy. Kobiecie nie pozostaje nic innego jak zaserwować sobie i czytelnikom dogłębną psychoanalizę swojej osoby, oraz po nitce do kłębka dojść do przyczyn wypadku. To jedyna sprawa, której Amber dokładnie nie pamięta. Głównym podejrzanym jest mąż, ale kobieta instynktownie wyczuwa, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.

"Mówi się, że nic nie może równać się z miłością matki, ale kiedy jej zabraknie, wtedy nic nie może równać się z nienawiścią córki."
s.282
Jest coś jeszcze, czego okładka nie mówi Wam o Amber. Jej rodzice nie żyją, choć początkowo wydaje się inaczej. Kobieta miała kiedyś najlepszą przyjaciółkę. Były jak dwa ziarnka groszku z jednego strączka. W swojej opowieści często cofa się do dzieciństwa i tam poszukuje odpowiedzi na dręczące ją pytania. Ma siostrę, ale ich stosunki są bardzo napięte, a tajemnica, która je łączy jest druzgocąca i przerażająca.

Czy ktoś w tej powieści w ogóle mówi prawdę? O tym musicie przekonać się sami. W książce występuje wiele postaci, a każda z nich ma coś na sumieniu i pragnie, aby jej tajemnica pozostała nieodkryta, a życie toczyło się tak jak dotychczas. Niestety jest to niemożliwe, gdyż jak wiecie kłamstwo ma krótkie nogi. 

"Czasami kłamię" to debiut Alice Feeney. Udało jej się stworzyć wciągający i nieźle pokręcony thriller psychologiczny. Całość jest klimatyczna, pełna zwrotów akcji. Czasem wydaje się, że wszystko już wiadomo i nagle bum. Autorka serwuje nam zmianę kontekstu opowiadanych historii bądź dodaje nowe elementy. Zakończenie pozostaje otwarte, bardzo niejednoznaczne, szokujące. Pozostawiło mnie w niepewności i dlatego dość długo zwlekałam z recenzją. Potrzebowałam czasu na tak zwane "przetrawienie" powyższej historii. Autorka ma zadatki na karierę pisarską, rozpoczęła swoją przygodę mocną, mroczną powieścią. Zdecydowanie polecam.

Moja ocena: 8/10

czwartek, 12 października 2017

"IT ENDS WITH US" - Colleen Hoover


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: IT ENDS WITH US
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 11.10.2017

Nie jestem jakąś wielką fanką Colleen Hoover, ponieważ przeczytałam tylko trzy powieści jej autorstwa, łącznie z powyższą. Nie jestem ekspertką, tak to ujmijmy. Po prostu nie mam porównania, a wiecie, że Hoover napisała już mnóstwo książek i wszystkie w jakiś sposób dotykają tematów trudnych i bolesnych. Mimo to całym sercem czuję, że tytuł, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć jest absolutnie wyjątkowy!

Bardzo się cieszę, że opis z okładki nie zdradza zupełnie o czym będzie ta książka. Ja również w tej recenzji będę poruszać się bardzo ostrożnie, ponieważ jedno słowo może wszystko zepsuć. Jeśli chcecie przeczytać opis kliknijcie TUTAJ. Wyjątkowo nie będę przybliżać zarysu książki, bo jest to zbędne i nie o to chodzi, aby pół recenzji było streszczeniem czegoś co możecie sami wszędzie przeczytać.

Zabierając się za lekturę nawet nie przeszło mi przez myśl o czym będzie ta książka. Generalnie początek był ciekawy, dość lekki i nic nie zapowiadało tego co miało nadejść. Gdy jednak nastąpił ten moment, to przysięgam, że musiałam cofnąć się i przeczytać jeszcze raz, bo po prostu nie mogłam uwierzyć w to co czytam, a mój umysł potocznie mówiąc tego nie ogarnął!!! Mam mnóstwo przemyśleń dotyczących tego tytułu i bardzo chciałbym się nimi z Wami podzielić, ale po prostu nie mogę, gdyż byłoby to zwyczajnie nie fair z mojej strony. Zależy mi, aby lektura "It Ends with Us" była dla Was takim samym zaskoczeniem jak dla mnie. 

Wydaje mi się, że napisanie tej powieści było dla autorki swoistym katharsis. Na każdej stronie czuć jak bardzo osobista i szczera jest ta książka. Osobiście jest to dla mnie hit października i każdemu, bez względu na wiek i płeć będę ten tytuł polecać. Zresztą już to robię. 

Podsumowując, "It Ends whit Us" niezwykle mnie zaskoczyło i wzruszyło. Cieszę się bardzo, że trafiłam na tak wartościową, przemyślaną i cudowną powieść. Nikomu nie życzę, aby musiał przeżywać historię podobną do Lilly Bloom, czyli głównej bohaterki, ale niestety wiem, że to nieuniknione. Nalegam, abyście przeczytali tę powieść i polecali ją innym. Swoim mamom, sąsiadkom, koleżankom i kolegom. Wiem, że dla wielu osób ta książka będzie bardzo osobista, tak samo jak dla Collen. Może przywoła niechciane wspomnienia, a może uratuje kogoś przed losem jaki spotkał Lilly. "It Ends wit Us" to piękna i wartościowa pozycja na książkowym rynku. Żeby nie było tak smutno i nostalgicznie - jest po tak zwanym dziesiątym, a więc większość z Was jest już po wypłacie. Ruszcie się z domu i biegnijcie do księgarni - premiera książki była wczoraj!

Mam też pytanie. Jakie książki autorki poza "HOPELESS" i "LOSING HOPE" najbardziej zapadły Wam w pamięć? Co polecacie?
Moja ocena: 10/10

niedziela, 8 października 2017

"MROCZNE ZAKAMARKI" - Kara Thomas

Autor: Kara Thomas
Tytuł: MROCZNE ZAKAMARKI
Liczba stron: 416
Data wydania: 20.09.2017
Wydawnictwo: Akurat

Kara Thomas serwuje nam młodzieżową powieść grozy. Jest to historia dwóch nastolatek, które jako dzieci były zeznawały w sprawie o zabójstwo. Osobę, którą rzekomo widziały w pobliżu ofiary skazano na śmierć, a wyrok ma się dokonać już niebawem. Tymczasem Tessa i Callie, które nie widziały się od prawie dziesięciu lat spotykają się w Fayette ponownie. Nie jest to miłe spotkanie, ponieważ dziecięca przyjaźń nie wytrzymała próby czasu, a dodatkowo dziewczyny coraz bardziej zdają sobie sprawę, że zostały zmanipulowane, a to co widziały, do dziś nie jest dla nich do końca jasne. Aby odkryć prawdę muszą na nowo sobie zaufać i sięgnąć pamięcią do mrocznych zakamarków swoich umysłów.

W prowincjonalnym miasteczku w Pensylwanii, na każdym kroku czają się ponure tajemnice. 

Duszny klimat małych mieścinek to coś co uwielbiam. Zawsze dobrze mi się czyta, gdy fabuła osadzona jest w zawężonej lokalizacji małego miasteczka. "Mroczne zakamarki" to debiut Kary Thomas, który początkowo wydawał mi się odrobinę nudny, jednak z każdą kolejną stroną zyskiwał na wartości. Tessa Lowell to bardzo skryta i zamknięta w sobie osoba. Jej ojciec niedawno zmarł, a matka i ukochana siostra zniknęły z jej życia, nie wyjaśniając dlaczego. Dziewczynę przygarnęła babka, która nie jest zbyt rozmowna ani uczuciowa. Tessa boryka się z samotnością, poszukuje własnej tożsamości, a przy okazji odkrywa prawdę o swojej rodzinie. Głównym atutem powieści jest zdecydowanie zakończenie. Kompletnie nieprzewidywalne i szokujące. Naprawdę włos zjeżył mi się na głowie i zostałam wyprowadzona w szczere pole, bo nie spodziewałam się tego, co się wydarzyło. Kara Thomas to kolejna pisarka, która udowadnia nam, że potworem może być ktoś po kim kompletnie się tego nie spodziewamy. Wystarczy dobrze się rozejrzeć. "Mroczne zakamarki" to udany debiut młodej autorki.


Kara Thomas
(ur. 1990 r.) – amerykańska pisarka specjalizująca się w powieściach grozy. Sławę przyniósł jej debiutancki thriller „Mroczne zakamarki”, nominowany do m.in. Pennsylvania Young Reader’s Choice Award, Georgia Peach Book Award oraz TAYSHAS Reading List. Thomas jest również uznaną autorką scenariuszy m.in. dla Warner Brothers Television. Obecnie mieszka na Long Island z mężem i przygarniętym kotem.

Moja ocena: 7/10


wtorek, 3 października 2017

Coraz bliżej ŚWIĘTA, czyli... ŚWIĄTECZNE ZAPOWIEDZI, część 1

Witam Was serdecznie w październiku :)
Po pełnym nowości wrześniu czas na kolejne zapowiedzi, a będą to propozycje świąteczne. Tak, wiem, że do Wigilii jeszcze 81 dni, ale wydawnictwa już dziś przedstawiają swoją ofertę. Dni są coraz dłuższe, ciemniejsze, a świąteczny czas jest tak naprawdę bardzo krótki, więc warto już teraz przygotować sobie odpowiednie lektury, bądź pomyśleć o prezentach dla bliskich. Zaczniemy od oferty wydawnictwa KOBIECEGO, ponieważ jest to oficyna znajdująca się najbliżej mego miejsca zamieszkania i chyba w sumie jedyne znane wydawnictwo ulokowane na Podlasiu. Zapraszam :) 



W. BRUCE CAMERON
"PSIEGO NAJLEPSZEGO"
09.11.2017

Kolejna cudna książka bestsellerowego Camerona, autora kinowego "Był sobie pies". Życie Josha wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy w schronisku, poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri.





AMANDA PROWSE
"ŚWIĄTECZNE MARZENIE"
10.11.2017


Urokliwa opowieść o spontanicznym uczuciu, które otula dwoje ludzi w świątecznej scenerii. Meg zawsze marzyła o perfekcyjnych świętach i ma plan takie sprawić swojemu małemu synkowi. Co z tego, że na idealnym obrazku brakuje męża? Jednak kiedy kobieta spotyka intrygującego Edda zaczyna czuć potrzebę mężczyzny przy boku w tym wyjątkowym dniu. Problem w tym, że architekt mieszka aż za oceanem… Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku, pióra niezrównanej Amandy Prowse.






TASMINA PERRY
"OŚWIADCZYNY"
17.11.2017

Romantyczna podróż w czasie z olśniewających balów debiutantek w Londynie na przykryte zimowym puchem ulice współczesnego Manhattanu. Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany i zostaje całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Odpowiadając na ogłoszenie o osobę do towarzystwa dla tajemniczej starszej pani, nie spodziewa się, że odkryje namiętną historię, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie. Wkrótce Amy wyrusza do Nowego Jorku w towarzystwie ekscentrycznej Georgii Hamilton. Dystyngowana dama nie tylko zaczyna udzielać dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale odsłania przed nią bolesną historię z przeszłości. Czy miłość to siła tak potężna, aby wzniecić wspomnienia dni, które minęły dawno temu?



Lubicie świąteczne i zimowe lektury? Skusicie się na coś? 

wtorek, 26 września 2017

Przedpremierowo - "OBSESJA" - Katarzyna Berenika Miszczuk


Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: OBSESJA
Liczba stron: 400
Premiera: 27.09.2017
Wydawnictwo: W.A.B.

"Obsesja" to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Bereniką Miszczuk. W ostatnich latach coraz częściej sięgam po książki polskich autorów i większością jestem zachwycona. Naprawdę nie wiem co mnie kiedyś powstrzymywało przed lekturą książek rodzimych pisarzy. Można wręcz powiedzieć, że obecnie mam na ich punkcie lekką obsesję, która systematycznie się pogłębia.

Asia Skoczek to trzydziestoletnia rozwódka, wielbicielka niebotycznie wysokich szpilek i kotów. Jest lekarzem, a specjalizacja, która wybrała to psychiatria. Dlaczego? Joanna sama do końca tego nie wie, ale wydawało jej się to lepszym rozwiązaniem niż popularna chirurgia. Zdecydowanie nie czuje się słynną, serialową Meredith Grey, tak więc psychiatria wydaje jej się bezpiecznym rozwiązaniem. Do czasu... Wracając do bohaterki, jest ona młodą i piękną dziewczyną, więc faceci kręcą się blisko niej. Asia nie szuka partnera, ale tak to już jest, że gdy przestajemy szukać miłości, ona znajduje nas. Brzmi pięknie, ale w przypadku Joanny nic nie jest oczywiste i proste. 

Warszawski Szpital Wschodni to starodawny moloch, a podziemia w których znajdują się szafki pracowników sprawiają, że człowiek traci chęci do pracy. Joanna codziennie przemierza szpitalne korytarze, od podziemi zaczynając, zalicza konsultacje na innych oddziałach, dyżuruje na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, bądź skrywa się na swojej bezpiecznej Psychiatrii. Od jakiegoś czasu dziewczyna znajduje w swojej szafce podejrzane i niepokojące listy od anonimowego wielbiciela. Ta sytuacja sprawia, że poruszanie się po szpitalnych korytarzach, szczególnie na nocnym dyżurze nabiera innego, złowrogiego wymiaru. 

Katarzyna Berenika Miszczuk bardzo realnie odtworzyła obraz pracy w szpitalu oraz nastroje tam panujące. Miałam tę przyjemność pracować na oddziałach szpitalnych i naprawdę nie znalazłam jakichś odstępstw od normy, wręcz przeciwnie. Niewyremontowane, słabo oświetlone korytarze szpitalne budzą przerażenie, a choć szpital to zazwyczaj instytucja zatrudniająca setki pracowników, wszyscy znają się chociażby z widzenia. Szpitalne ploteczki krążą swobodnie, a narzekania na zarobki i stary sprzęt, na którym trzeba pracować nie mają końca. Co ciekawe autorka także jest lekarką, ukończyła Warszawski Uniwersytet Medyczny. Fajnym zabiegiem było umieszczenie w fabule patologa, który swoją drogą kazał nazywać się lekarzem medycyny sądowej. Fajnym oczywiście z mego punktu widzenia, bo uwielbiam tę profesję. 

Całość czyta się szybko i z nieustającym zainteresowaniem. Autorka zgrabnie prowadzi fabułę i udało jej się wywieść mnie w pole. W sumie czytając historie kryminalne, nie skupiam się za bardzo na rozwiązaniu zagadki, bo szybko daję się ponieść fali. Tym razem też tak było, książkę przeczytałam w dwa wieczory. Jedyna sprawa, która mnie lekko rozczarowała to zakończenie. Jest naprawdę dobre, zaskakujące, nieoczekiwane, ale dlaczego takie krótkie? Miałam wrażenie, że brakuje mi jeszcze jednego rozdziału. A może sugeruje to kolejny tom przygód czarnowłosej rezydentki? Z chęcią bym przeczytała. 

Podsumowując "Obsesja" to bardzo dobry kryminał rozgrywający się głównie w szpitalnych murach. Spodoba się wielbicielom kryminałów oraz medycznych historii. Wielbiciele kotów również poczują się usatysfakcjonowani. Spójrzcie tylko na tę znakomitą okładkę. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. 

Moja ocena: 8/10

piątek, 22 września 2017

"SUPERFOOD, czyli jak leczyć się jedzeniem" - Sophie Manolas


Autor: Sophie Manolas
Tytuł: SuperFood
Liczba stron: 202
Data wydania: 13.09.2017
Wydawnictwo: Buchmann

Sophie Manolas to osoba, której udało się znacząco poprawić swój stan zdrowia poprzez zmianę diety. Chorowała na coraz częstszy wśród kobiet zespół policystycznych jajników, a choroba zmotywowała ją do rozpoczęcia studiów w zakresie dietetyki klinicznej. Książka "Superfood, czyli jak leczyć się jedzeniem" natychmiast przykuła moją uwagę, gdyż moja dieta w ostatnim czasie również uległa znaczącej zmianie. Alergia dziecka spowodowała, że zaczęłam poszukiwać informacji na temat diety bezmlecznej, a z pomocą przyszła mi Sophie ze swoimi "Superfoodami". 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą pozycją, bo chociaż zawiera przepisy, nie jest pozycją stricte kulinarną. Jeśli jeszcze tego nie wiecie - nie znoszę książek kulinarnych i nie umiem z nich korzystać. "Superfood" to publikacja, która opisuje zbawienne dla zdrowia właściwości warzyw, owoców, orzechów, przypraw i grzybów. Każdy omawiany produkt zawiera tabelkę z przypisanymi atrybutami. Autorka opisuje także swoje doświadczenia z danym "superfoodem" i robi to w uroczy sposób. Brukselkę nazywa zielonym wojownikiem, a rzodkiewki małymi, czerwonymi pięknościami. Całość ma bardzo pozytywny wydźwięk. Sophie nie stara się nic narzucać czytelnikom, tylko przedstawić w sposób wesoły i optymistyczny konkretne właściwości opisywanych produktów. Nie stara się wpędzić nas w poczucie winy i popularne ostatnimi czasy bycie fit, co bardzo mnie cieszy. Przepisy zawarte w książce są bardzo miłym dodatkiem i przyznam, że są naprawdę ciekawe i inspirujące. Nie miałam jeszcze okazji ich wypróbować, ale chcielibyśmy z mężem przygotować brukselkę pieczoną w miodzie, bo bardzo lubimy te zielone, kapustowate kuleczki. Spodobał mi się także przepis na placek pasterski, tak często wykonywany w zagranicznych programach kulinarnych, ale boję się, że moje umiejętności kuchenne są trochę za słabe.

Nie sposób nie wspomnieć o szacie graficznej "SuperFood". Tytuł jest co prawda w miękkiej oprawie (dla jednych to plus, dla innych minus), ale ma piękną, hipnotyzującą okładkę, a zdjęcia w środku są bajeczne. Żywe, kolorowe, cieszące oko. Książka idealnie nadaje się na prezent i jest kopalnią wiedzy na temat tego, co możemy wyhodować w przydomowym ogródku lub na balkonie i jak wpłynie to na nasze zdrowie. Najserdeczniej polecam.



Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 18 września 2017

"DZIEŃ CZWARTY" - Sarah Lotz

Autor: Sarah Lotz
Tytuł: DZIEŃ CZWARTY
Liczba stron: 416
Data wydania: 02.08.2017
Wydawnictwo: Akurat

Po bardzo realistycznej i złowrogiej powieści "Troje", Sarah Lotz powraca z nowym tytułem. "Dzień czwarty" ma podobną szatę graficzną, choć chyba nic nie przebije czarnych stron, które posiadała pierwsza książka. Okładkowe ciemne barwy sugerowały mroczny klimat. 

Tym razem autorka zaprasza nas w rejs luksusowym statkiem. "Piękny marzyciel" to kolos przypominający Titanica, mieszczący na swoich pokładach około trzech tysięcy pasażerów. Początkowo wycieczka zapowiada się nieźle, załoga dwoi się i troi, aby zapewnić ludziom rozrywkę i relaks. Nadchodzi jednak tytułowy dzień czwarty i wszystko się zmienia. Kompletnie niewytłumaczalna awaria sprawia, że statek dryfuje. Załoga nie udziela żadnych informacji. Ludzie zaczynają się złościć, ponieważ mają wykupione bilety powrotne do domów, poza tym zamknięcie większości barów działa na nich jak płachta na byka. Sarah Lotz krok po kroku, godzina po godzinie opisuje wydarzenia na statku. Uczestnicy wycieczki są coraz bardziej rozgoryczeni, źli, zmęczeni. Dodatkowo ci, którzy wykupili najtańsze kajuty muszą szukać miejsca do spania pod gołym niebem, ponieważ zepsuta kanalizacja sprawia, że nie da się wytrzymać wszechogarniającego smrodu. Nie działa wi-fi, nie ma ciepłych posiłków, nie można skorzystać z toalety. Luksusowy rejs zmienia się w farsę. Dodatkowo coraz więcej osób choruje, część ma omamy, a dodatkowo sprzątaczka znajduje w kajucie ciało martwej kobiety... 


"Dzień czwarty" dzieli się na dwie części z czego pierwsza jest zdecydowanie dłuższa. Wydarzenia poznajemy naprzemiennie z perspektywy kilku uczestników rejsu. Jest ciekawie, trochę dwuznacznie, tajemniczo, kryminalnie. Jednocześnie autorce udało się świetnie opisać zachowanie ludzi, którzy zmuszeni są przebywać ze sobą na jednej przestrzeni. Brak jakiegokolwiek kontaktu z kapitanem i światem zewnętrznym rozbudza w ludziach najgorsze instynkty. Zaczynają się awantury, krzyki, histeria. Na statku panuje kompletny chaos, a uczestnicy wycieczki ustalają swoje własne zasady. Pracownicy statku czują się zastraszeni, część porzuca swoje obowiązki i poddaje się wszechogarniającej panice. 


Druga część jest krótka, zawiera około 80 stron i bardzo, ale to bardzo dezorientuje czytelnika. Zgodnie z założeniami powieści postapokaliptycznej Sarah Lotz stara się przybliżyć nam wydarzenia, które nastąpiły po odnalezieniu statku. "Serwuje" nam to w formie krótkich rozmów z osobami, które przeżyły. Są to przedziwne wywiady, bardzo dezorientujące. Przyznam, że wprawiły mnie w osłupienie, a mój umysł nie był w stanie uwierzyć bohaterom. Powiem więcej, oni nie wierzyli sami sobie i mieli ku temu powody. 


Finał powieści dość mocno mnie oszołomił. Przyznam szczerze, że nie cierpię takich zakończeń, ponieważ jako nałogowa książkoholiczka nie mogę zacząć w spokoju kolejnej lektury. Myślę i analizuję ten koniec i za każdym razem mam mętlik w głowie. Takie cuda tylko z Lotz. Gorąco zachęcam. Jeśli macie chęć na dużą dawkę niepokoju, niepewności i napięcia to na pewno się nie zawiedziecie. 
Moja ocena: 7/10

piątek, 15 września 2017

"ZŁA JULIA" - Leisa Rayven

Autor: Leisa Rayven
Tytuł: ZŁA JULIA, tom 2
Liczba stron: 368
Cykl: Starcrossed
Data wydania: 13.09.2017
Wydawnictwo: Otwarte


Opinia nie zawiera spojlerów z części pierwszej. Czytajcie śmiało.

Po miłej, wesołej i lubianej Cassie nie ma już śladu. Dziewczyna sięgnęła dna i nie potrafi się od niego odbić.  Jest zła, wkurzona,  jest wręcz zbulwersowana tym,  że facet,  który porzucił ją dwukrotnie, znów chce się do niej zbliżyć. Naprawdę nie wiem co zrobiłbym na miejscu bohaterki i byłam bardzo ciekawa co przyniesie mi lektura "Złej Julii". Wyobrażałam sobie, że "Romeo" będzie musiał stanąć na głowie,  żeby wynagrodzić jej wszystkie krzywdy,  ale czy to sprawi, że Cassie znów stanie się sobą? Byłam szalenie ciekawa jaki koniec szykuje autorka dla swoich bohaterów.  Tragiczny jak w sztuce Romeo i Julia czy może szczęśliwy i pozbawiony dramatów? Jak myślicie,  co wzbudziło by w Was większe emocje? 

"Zła Julia" to drugi tom z serii Starcrossed. "Roboczo" tłumaczę sobie to jako urodzeni pod nieszczęśliwą gwiazdą. Jak mówi tytuł teraz do Cassie jest tą złą, a wszystko to wina miłości. Czasem tak właśnie jest, że miłość poza radością i uniesieniami przynosi też ból, żal i rozczarowanie. Ethan znów próbuje stać się częścią życia Cassie, twierdzi, że się zmienił. Musi tylko udowodnić, że tym razem mówi prawdę. 

Lektura "Złej Julii" uzupełnia wszystkie luki, które pozostały po przeczytaniu części pierwszej. Generalnie jest to udana kontynuacja i oceniam ją podobnie jak pierwszą część. Przeszkadzały mi jedynie bardzo długie i szczegółowe opisy aktów miłosnych. Leisa Ravven podeszła do tematu bardzo dokładnie i skrupulatnie, żaden dotyk, żaden pocałunek, żadne westchnienie, nie zostało przemilczane. Wręcz przeciwnie, autorka poddała te wszystkie fizyczne czynności drobiazgowej analizie. Dla wielu czytelników będzie to plus, szczególnie dla osób, które wciąż czekają na swoją wielką miłość. 

Podsumowując "Złą Julię" oceniam podobnie jak "Złego Romea".  Pozycja lekka, przyjemna,  romantyczna. Uświadamia nam,  że miłość ma różne oblicza,  ale zawsze warto walczyć o swoje szczęście. 

Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 11 września 2017

"CzaroMarownik" - magiczny kalendarz na rok 2018



TYTUŁ: CZAROMAROWNIK, magiczny kalendarz na rok 2018
Praca zbiorowa
LICZBA STRON: 448
OPRAWA: twarda

Do końca roku pozostało jeszcze 111 dni, ale już dziś chciałabym pokazać Wam bardzo fajny kalendarz na nadchodzący rok. Nosi on nazwę "CzaroMarownik", intrygująco prawda? Każda kobieta potrzebuje w swoim życiu odrobiny magii, poza tym fajnie mieć w jednym miejscu garść porad, inspiracji oraz mieć możliwość prowadzenia swoich zapisków. Ja osobiście mam teraz mnóstwo na głowie i zdecydowanie staram się zapisywać ważne sprawy, a jest ich naprawdę sporo. Wrześniowe zobowiązania zapisałam sobie na zwykłym, wiszącym kalendarzu z tak zwanym "okienkiem" i po zanotowaniu wszystkiego stwierdziłam, że nie ma tam już miejsca nawet na wstawienie kropki. Po nowym roku chętnie przerzucę się na "CzaroMarownik", który oferuje mi więcej miejsca niż zwykły kalendarz ścienny. W dobie cyfryzacji i komputeryzacji większość osób decyduje się na aplikacje mobilne i to jest naprawdę fajne, ale... Kilka miesięcy temu popsuł mi się smartfon, straciłam wszystkie dane, wszystkie kontakty. Bardzo skrupulatnie prowadziłam aplikację dotyczącą niemowlaka i co? Telefon zwyczajnie się zepsuł, a wszystko przepadło. Nic dziwnego, że często mówi się, że papier wszystko wytrzyma. Dlatego tym razem nie chcę ryzykować i to właśnie ten kalendarz będzie mi towarzyszył w nadchodzącym roku. 


Przykładowe strony ze środka. 
Jak w większości kalendarzy niedziela zaznaczona jest na czerwono. Widzimy aktualną fazę księżyca, znak zodiaku, wiemy komu powinniśmy złożyć imieninowe życzenia oraz mamy miejsce na notatki i "złotą" myśl na każdy dzień. 


Choć bardzo mnie kusiło, nie mogłam przeczytać wszystkich ciekawostek i inspiracji na raz, ponieważ chcę mieć tę przyjemność w ciągu codziennego korzystania z kalendarza. Przejrzałam natomiast nagłówki i natychmiast przeczytałam to co najbardziej mnie interesowało i było dopasowane do moich zainteresowań. Na pierwszy ogień poszło "MIESZKANIE W STYLU SKANDYNAWSKIM". Wielbię ten styl więc z chęcią przeczytałam od deski do deski. "TRZY ZASTOSOWANIA IMBIRU" od razu wpadły mi w oko. Uwielbiam herbatę z imbirem, wiem, że ma właściwości przeciwbólowe, ale dwa pomysły na imbir zaczerpnięte z kalendarza są dla mnie nowością. Zaciekawiła mnie także idea "FOODSHARINGU", więc musiałam przeczytać i dowiedzieć się więcej na ten temat. Myślę, że każda z Was znajdzie coś dla siebie. Kalendarz oferuje artykuły o różnej treści, nowinki modowe, domowe, kosmetyczne, żywieniowe. Przeczytałam oczywiście horoskop i choć nie wierzę w takie rzeczy zawsze to robię. Też tak macie?


"CzaroMarownik" posiada twardą oprawę, więc na pewno wytrzyma cały rok. Świetnie nadaje się na prezent. Serdecznie polecam. A Wy używacie kalendarzy, notatników? Piszcie w komentarzach, co lubicie i polecacie. I oczywiście dajcie się zaczarować poniższemu. 

sobota, 2 września 2017

"ZŁY ROMEO" - Leisa Rayven


Autor: Leisa Rayven
Tytuł: ZŁY ROMEO, tom 1
Liczba stron: 400
Cykl: Starcrossed
Data wydania: 29.03.2017
Wydawnictwo: Otwarte

"Zły Romeo" to moje pierwsze spotkanie z Leisą Rayven. Pisarka mieszka w Australii z mężem, dwoma malutkimi chłopcami, trzema kotami i kangurem o imieniu Howard. Jej debiutancka powieść to historia o chłopaku i dziewczynie, którzy poznają się i zakochują w sobie w szkole aktorskiej. Grają też główne role w znanym wszystkim dramacie szekspirowskim "Romeo i Julia". Leisa sama chciała zostać aktorką, ale nie udało jej się zrealizować swoich planów. Być może dlatego przelała część swoich niezrealizowanych fantazji na papier. 

Ethan Holt to prawdziwy zły Romeo. Przystojny, gburowaty, lekko antypatyczny. Cassie zaś jest słodką Julią. Oboje odrobinę kojarzyli mi się z Tessą i Hardinem, bohaterami słynnej sagi After. Mimo lekkiego banału bardzo ich polubiłam. Cassie Taylor to przedziwna postać. Mimo, iż to zazwyczaj faceci uganiają się za kobietami, a nie odwrotnie, udało jej się wyjść poza schemat. Jej uwielbienie i pociąg fizyczny do Ethana były oszałamiające. Sam zainteresowany doskonale wiedział co Cassie do niego czuje, ponieważ nie dało się tego ukryć. Dziewczyna była momentami wręcz namolna i choć Ethan ze wszystkich sił próbował dać jej do zrozumienia, że nie jest zainteresowany, nie odpuszczała. Jako para na deskach teatru są niesamowici, natomiast w realnym świecie Romeo ucieka przed Julią, ale w końcu się poddaje. Chemia między nimi jest wręcz namacalna.

Akcja powieści toczy się dwutorowo. W chwili obecnej Cassie nienawidzi Ethana, ale musi go znosić przez wzgląd na to, że grają razem na Broadwayu. Są już pełnoprawnymi, znanymi aktorami. Cassie jako narratorka cofa się w przeszłość do czasów studenckich i opowiada nam swoją historię. Całość jest romantyczno-erotyczna, czasem smutna, czasem okraszona zabawnymi dialogami. Wiemy, że Ethan złamał Cassie serce dwa razy, natomiast część pierwsza jest lekko chaotyczna i wiele wątków nie zostaje wyjaśnionych do końca, przez co czytelnik ma wrażenie, że ciągle coś mu ucieka. Obecnie czytam drugą część i tam odnalazłam wiele brakujących elementów tej układanki. 

Leisa Rayven zdradza nam kulisy nauki w szkole aktorskiej. To naprawdę ciężki kawałek chleba, a biorąc pod uwagę, że większość osób cierpi na chorobliwą nieśmiałość, dostać się tam mogą tylko najlepsi. Holt i Taylor zdecydowanie mają talent, ale brak im wsparcia ze strony rodzin i przyjaciół. Aktorstwo to ich zdaniem nieopłacalny i niepewny zawód. Natomiast oni naprawdę ciężko harują, a sceny jakie muszą odgrywać i emocje z jakimi muszą sobie radzić są naprawdę trudne i wymagają od nich maksimum skupienia i energii.

"Zły Romeo" jako całość to pozycja bardzo lekka, przyjemna, połączenie New Adult z pełnokrwistym romansem. Serdecznie polecam w ramach rozrywki i odstresowania. Wczoraj skończyłam czytać drugi tom, na recenzję którego zapraszam w połowie miesiąca. 

Moja ocena: 6/10

sobota, 26 sierpnia 2017

"FELICIA ZAGINĘŁA" - Jorn Lier Horst


Autor: Jorn Lier Horst 
Tytuł: FELICIA ZAGINĘŁA
Cykl: William Wisting 
(tom 2) 
Seria: Mroczny zaułek 
Liczba stron: 354
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: 16.08.2017

Kolejny raz na moim blogu króluje Jorn Lier Horst. Były policjant, twórca świetnej serii kryminałów o Williamie Wistingu. Myślę, że dawna profesja przyczyniła się do tego, iż autor pisze tak dobrze, realnie i zajmująco. Tym razem inspiracją dla nowej powieści stał się wątek zaginięć. Temat bardzo ważny, trudny i niestety nagminnie aktualny. 

Każde zaginięcie kryje jakąś historię, tajemnicę, motyw. Śledczym nie zawsze udaje się odkryć, co stało się z poszczególnymi osobami. To właśnie przydarzyło się Felicii, która jak mówi tytuł zaginęła. Stało się to dwadzieścia pięć lat temu i sprawa prawie uległa przedawnieniu, ale w wyniku prac budowlanych ciało kobiety zostało odnalezione. Równocześnie w toku wydarzeń zaginęła inna młoda kobieta. William Wisting i jego zespół stają na głowie i walczą z czasem, aby rozwiązać obie sprawy. 

Horst ukazuje czytelnikom jak ciężka jest praca zespołu dochodzeniowego. Okrojony budżet, brak ludzi i czasu sprawiają, że pewne sprawy stają się priorytetowe, a inne schodzą na boczny tor. Komisarz Wisting został wykreowany na człowieka sumiennego, gorliwego i uczciwego, tak więc dosłownie "wychodzi ze skóry", aby obu sprawom poświęcić czas i pozyskać wszystkie możliwe środki. Czas działa niekorzystnie na pracę policjantów, a ślady zbrodni dawno zatarł czas. Wszystkie książki autora czyta się błyskawicznie i powyższy tytuł nie jest wyjątkiem. Ciekawy temat, misterna, wciągająca intryga, walka z czasem. Jednocześnie autor podsuwa nam "smaczki" z codziennego życia komisarza, jego walkę z nadwagą, troskę o dzieci czy lekkie zadurzenie się w nim przez koleżankę z zespołu. Wszystko to sprawia, że Wiliam Wisting staje się bliski czytelnikowi i chcemy wiedzieć o nim coraz więcej.

"Felicia zaginęła" to ósma wydana w Polsce książka autora. Przypisana została jako tom drugi. Przypominam, że kolejność czytania poszczególnych powieści nie ma znaczenia. Jednocześnie lada moment na rynku ukaże się całość, czyli jedenaście tomów i każdy czytelnik będzie mógł sam decydować o kolejności czytanych tytułów. Pod koniec roku ukaże się kolejny wyczekiwany tytuł "Gdy sztorm nadchodzi". Z jednej strony nie mogę się już doczekać, a z drugiej chciałabym to wszystko rozciągnąć w czasie, bo będzie mi bardzo smutno, że tytułów do przeczytania jest coraz mniej. Szalenie polubiłam Wistinga i ciężko będzie mi się z nim pożegnać. 

Moja ocena: 8/10

Cykl o Williamie Wistingu:

GDY MROK ZAPADA / KLUCZOWY ŚWIADEK / FELICIA ZAGINĘŁA / SZUMOWINY / POZA SEZONEM / PSY GOŃCZE / JASKINIOWIEC / ŚLEPY TROP