czwartek, 12 października 2017

"IT ENDS WITH US" - Colleen Hoover


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: IT ENDS WITH US
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 11.10.2017

Nie jestem jakąś wielką fanką Colleen Hoover, ponieważ przeczytałam tylko trzy powieści jej autorstwa, łącznie z powyższą. Nie jestem ekspertką, tak to ujmijmy. Po prostu nie mam porównania, a wiecie, że Hoover napisała już mnóstwo książek i wszystkie w jakiś sposób dotykają tematów trudnych i bolesnych. Mimo to całym sercem czuję, że tytuł, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć jest absolutnie wyjątkowy!

Bardzo się cieszę, że opis z okładki nie zdradza zupełnie o czym będzie ta książka. Ja również w tej recenzji będę poruszać się bardzo ostrożnie, ponieważ jedno słowo może wszystko zepsuć. Jeśli chcecie przeczytać opis kliknijcie TUTAJ. Wyjątkowo nie będę przybliżać zarysu książki, bo jest to zbędne i nie o to chodzi, aby pół recenzji było streszczeniem czegoś co możecie sami wszędzie przeczytać.

Zabierając się za lekturę nawet nie przeszło mi przez myśl o czym będzie ta książka. Generalnie początek był ciekawy, dość lekki i nic nie zapowiadało tego co miało nadejść. Gdy jednak nastąpił ten moment, to przysięgam, że musiałam cofnąć się i przeczytać jeszcze raz, bo po prostu nie mogłam uwierzyć w to co czytam, a mój umysł potocznie mówiąc tego nie ogarnął!!! Mam mnóstwo przemyśleń dotyczących tego tytułu i bardzo chciałbym się nimi z Wami podzielić, ale po prostu nie mogę, gdyż byłoby to zwyczajnie nie fair z mojej strony. Zależy mi, aby lektura "It Ends with Us" była dla Was takim samym zaskoczeniem jak dla mnie. 

Wydaje mi się, że napisanie tej powieści było dla autorki swoistym katharsis. Na każdej stronie czuć jak bardzo osobista i szczera jest ta książka. Osobiście jest to dla mnie hit października i każdemu, bez względu na wiek i płeć będę ten tytuł polecać. Zresztą już to robię. 

Podsumowując, "It Ends whit Us" niezwykle mnie zaskoczyło i wzruszyło. Cieszę się bardzo, że trafiłam na tak wartościową, przemyślaną i cudowną powieść. Nikomu nie życzę, aby musiał przeżywać historię podobną do Lilly Bloom, czyli głównej bohaterki, ale niestety wiem, że to nieuniknione. Nalegam, abyście przeczytali tę powieść i polecali ją innym. Swoim mamom, sąsiadkom, koleżankom i kolegom. Wiem, że dla wielu osób ta książka będzie bardzo osobista, tak samo jak dla Collen. Może przywoła niechciane wspomnienia, a może uratuje kogoś przed losem jaki spotkał Lilly. "It Ends wit Us" to piękna i wartościowa pozycja na książkowym rynku. Żeby nie było tak smutno i nostalgicznie - jest po tak zwanym dziesiątym, a więc większość z Was jest już po wypłacie. Ruszcie się z domu i biegnijcie do księgarni - premiera książki była wczoraj!

Mam też pytanie. Jakie książki autorki poza "HOPELESS" i "LOSING HOPE" najbardziej zapadły Wam w pamięć? Co polecacie?
Moja ocena: 10/10

niedziela, 8 października 2017

"MROCZNE ZAKAMARKI" - Kara Thomas

Autor: Kara Thomas
Tytuł: MROCZNE ZAKAMARKI
Liczba stron: 416
Data wydania: 20.09.2017
Wydawnictwo: Akurat

Kara Thomas serwuje nam młodzieżową powieść grozy. Jest to historia dwóch nastolatek, które jako dzieci były zeznawały w sprawie o zabójstwo. Osobę, którą rzekomo widziały w pobliżu ofiary skazano na śmierć, a wyrok ma się dokonać już niebawem. Tymczasem Tessa i Callie, które nie widziały się od prawie dziesięciu lat spotykają się w Fayette ponownie. Nie jest to miłe spotkanie, ponieważ dziecięca przyjaźń nie wytrzymała próby czasu, a dodatkowo dziewczyny coraz bardziej zdają sobie sprawę, że zostały zmanipulowane, a to co widziały, do dziś nie jest dla nich do końca jasne. Aby odkryć prawdę muszą na nowo sobie zaufać i sięgnąć pamięcią do mrocznych zakamarków swoich umysłów.

W prowincjonalnym miasteczku w Pensylwanii, na każdym kroku czają się ponure tajemnice. 

Duszny klimat małych mieścinek to coś co uwielbiam. Zawsze dobrze mi się czyta, gdy fabuła osadzona jest w zawężonej lokalizacji małego miasteczka. "Mroczne zakamarki" to debiut Kary Thomas, który początkowo wydawał mi się odrobinę nudny, jednak z każdą kolejną stroną zyskiwał na wartości. Tessa Lowell to bardzo skryta i zamknięta w sobie osoba. Jej ojciec niedawno zmarł, a matka i ukochana siostra zniknęły z jej życia, nie wyjaśniając dlaczego. Dziewczynę przygarnęła babka, która nie jest zbyt rozmowna ani uczuciowa. Tessa boryka się z samotnością, poszukuje własnej tożsamości, a przy okazji odkrywa prawdę o swojej rodzinie. Głównym atutem powieści jest zdecydowanie zakończenie. Kompletnie nieprzewidywalne i szokujące. Naprawdę włos zjeżył mi się na głowie i zostałam wyprowadzona w szczere pole, bo nie spodziewałam się tego, co się wydarzyło. Kara Thomas to kolejna pisarka, która udowadnia nam, że potworem może być ktoś po kim kompletnie się tego nie spodziewamy. Wystarczy dobrze się rozejrzeć. "Mroczne zakamarki" to udany debiut młodej autorki.


Kara Thomas
(ur. 1990 r.) – amerykańska pisarka specjalizująca się w powieściach grozy. Sławę przyniósł jej debiutancki thriller „Mroczne zakamarki”, nominowany do m.in. Pennsylvania Young Reader’s Choice Award, Georgia Peach Book Award oraz TAYSHAS Reading List. Thomas jest również uznaną autorką scenariuszy m.in. dla Warner Brothers Television. Obecnie mieszka na Long Island z mężem i przygarniętym kotem.

Moja ocena: 7/10


wtorek, 3 października 2017

Coraz bliżej ŚWIĘTA, czyli... ŚWIĄTECZNE ZAPOWIEDZI, część 1

Witam Was serdecznie w październiku :)
Po pełnym nowości wrześniu czas na kolejne zapowiedzi, a będą to propozycje świąteczne. Tak, wiem, że do Wigilii jeszcze 81 dni, ale wydawnictwa już dziś przedstawiają swoją ofertę. Dni są coraz dłuższe, ciemniejsze, a świąteczny czas jest tak naprawdę bardzo krótki, więc warto już teraz przygotować sobie odpowiednie lektury, bądź pomyśleć o prezentach dla bliskich. Zaczniemy od oferty wydawnictwa KOBIECEGO, ponieważ jest to oficyna znajdująca się najbliżej mego miejsca zamieszkania i chyba w sumie jedyne znane wydawnictwo ulokowane na Podlasiu. Zapraszam :) 



W. BRUCE CAMERON
"PSIEGO NAJLEPSZEGO"
09.11.2017

Kolejna cudna książka bestsellerowego Camerona, autora kinowego "Był sobie pies". Życie Josha wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy w schronisku, poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri.





AMANDA PROWSE
"ŚWIĄTECZNE MARZENIE"
10.11.2017


Urokliwa opowieść o spontanicznym uczuciu, które otula dwoje ludzi w świątecznej scenerii. Meg zawsze marzyła o perfekcyjnych świętach i ma plan takie sprawić swojemu małemu synkowi. Co z tego, że na idealnym obrazku brakuje męża? Jednak kiedy kobieta spotyka intrygującego Edda zaczyna czuć potrzebę mężczyzny przy boku w tym wyjątkowym dniu. Problem w tym, że architekt mieszka aż za oceanem… Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku, pióra niezrównanej Amandy Prowse.






TASMINA PERRY
"OŚWIADCZYNY"
17.11.2017

Romantyczna podróż w czasie z olśniewających balów debiutantek w Londynie na przykryte zimowym puchem ulice współczesnego Manhattanu. Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany i zostaje całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Odpowiadając na ogłoszenie o osobę do towarzystwa dla tajemniczej starszej pani, nie spodziewa się, że odkryje namiętną historię, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie. Wkrótce Amy wyrusza do Nowego Jorku w towarzystwie ekscentrycznej Georgii Hamilton. Dystyngowana dama nie tylko zaczyna udzielać dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale odsłania przed nią bolesną historię z przeszłości. Czy miłość to siła tak potężna, aby wzniecić wspomnienia dni, które minęły dawno temu?



Lubicie świąteczne i zimowe lektury? Skusicie się na coś? 

wtorek, 26 września 2017

Przedpremierowo - "OBSESJA" - Katarzyna Berenika Miszczuk


Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: OBSESJA
Liczba stron: 400
Premiera: 27.09.2017
Wydawnictwo: W.A.B.

"Obsesja" to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Bereniką Miszczuk. W ostatnich latach coraz częściej sięgam po książki polskich autorów i większością jestem zachwycona. Naprawdę nie wiem co mnie kiedyś powstrzymywało przed lekturą książek rodzimych pisarzy. Można wręcz powiedzieć, że obecnie mam na ich punkcie lekką obsesję, która systematycznie się pogłębia.

Asia Skoczek to trzydziestoletnia rozwódka, wielbicielka niebotycznie wysokich szpilek i kotów. Jest lekarzem, a specjalizacja, która wybrała to psychiatria. Dlaczego? Joanna sama do końca tego nie wie, ale wydawało jej się to lepszym rozwiązaniem niż popularna chirurgia. Zdecydowanie nie czuje się słynną, serialową Meredith Grey, tak więc psychiatria wydaje jej się bezpiecznym rozwiązaniem. Do czasu... Wracając do bohaterki, jest ona młodą i piękną dziewczyną, więc faceci kręcą się blisko niej. Asia nie szuka partnera, ale tak to już jest, że gdy przestajemy szukać miłości, ona znajduje nas. Brzmi pięknie, ale w przypadku Joanny nic nie jest oczywiste i proste. 

Warszawski Szpital Wschodni to starodawny moloch, a podziemia w których znajdują się szafki pracowników sprawiają, że człowiek traci chęci do pracy. Joanna codziennie przemierza szpitalne korytarze, od podziemi zaczynając, zalicza konsultacje na innych oddziałach, dyżuruje na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, bądź skrywa się na swojej bezpiecznej Psychiatrii. Od jakiegoś czasu dziewczyna znajduje w swojej szafce podejrzane i niepokojące listy od anonimowego wielbiciela. Ta sytuacja sprawia, że poruszanie się po szpitalnych korytarzach, szczególnie na nocnym dyżurze nabiera innego, złowrogiego wymiaru. 

Katarzyna Berenika Miszczuk bardzo realnie odtworzyła obraz pracy w szpitalu oraz nastroje tam panujące. Miałam tę przyjemność pracować na oddziałach szpitalnych i naprawdę nie znalazłam jakichś odstępstw od normy, wręcz przeciwnie. Niewyremontowane, słabo oświetlone korytarze szpitalne budzą przerażenie, a choć szpital to zazwyczaj instytucja zatrudniająca setki pracowników, wszyscy znają się chociażby z widzenia. Szpitalne ploteczki krążą swobodnie, a narzekania na zarobki i stary sprzęt, na którym trzeba pracować nie mają końca. Co ciekawe autorka także jest lekarką, ukończyła Warszawski Uniwersytet Medyczny. Fajnym zabiegiem było umieszczenie w fabule patologa, który swoją drogą kazał nazywać się lekarzem medycyny sądowej. Fajnym oczywiście z mego punktu widzenia, bo uwielbiam tę profesję. 

Całość czyta się szybko i z nieustającym zainteresowaniem. Autorka zgrabnie prowadzi fabułę i udało jej się wywieść mnie w pole. W sumie czytając historie kryminalne, nie skupiam się za bardzo na rozwiązaniu zagadki, bo szybko daję się ponieść fali. Tym razem też tak było, książkę przeczytałam w dwa wieczory. Jedyna sprawa, która mnie lekko rozczarowała to zakończenie. Jest naprawdę dobre, zaskakujące, nieoczekiwane, ale dlaczego takie krótkie? Miałam wrażenie, że brakuje mi jeszcze jednego rozdziału. A może sugeruje to kolejny tom przygód czarnowłosej rezydentki? Z chęcią bym przeczytała. 

Podsumowując "Obsesja" to bardzo dobry kryminał rozgrywający się głównie w szpitalnych murach. Spodoba się wielbicielom kryminałów oraz medycznych historii. Wielbiciele kotów również poczują się usatysfakcjonowani. Spójrzcie tylko na tę znakomitą okładkę. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. 

Moja ocena: 8/10

piątek, 22 września 2017

"SUPERFOOD, czyli jak leczyć się jedzeniem" - Sophie Manolas


Autor: Sophie Manolas
Tytuł: SuperFood
Liczba stron: 202
Data wydania: 13.09.2017
Wydawnictwo: Buchmann

Sophie Manolas to osoba, której udało się znacząco poprawić swój stan zdrowia poprzez zmianę diety. Chorowała na coraz częstszy wśród kobiet zespół policystycznych jajników, a choroba zmotywowała ją do rozpoczęcia studiów w zakresie dietetyki klinicznej. Książka "Superfood, czyli jak leczyć się jedzeniem" natychmiast przykuła moją uwagę, gdyż moja dieta w ostatnim czasie również uległa znaczącej zmianie. Alergia dziecka spowodowała, że zaczęłam poszukiwać informacji na temat diety bezmlecznej, a z pomocą przyszła mi Sophie ze swoimi "Superfoodami". 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą pozycją, bo chociaż zawiera przepisy, nie jest pozycją stricte kulinarną. Jeśli jeszcze tego nie wiecie - nie znoszę książek kulinarnych i nie umiem z nich korzystać. "Superfood" to publikacja, która opisuje zbawienne dla zdrowia właściwości warzyw, owoców, orzechów, przypraw i grzybów. Każdy omawiany produkt zawiera tabelkę z przypisanymi atrybutami. Autorka opisuje także swoje doświadczenia z danym "superfoodem" i robi to w uroczy sposób. Brukselkę nazywa zielonym wojownikiem, a rzodkiewki małymi, czerwonymi pięknościami. Całość ma bardzo pozytywny wydźwięk. Sophie nie stara się nic narzucać czytelnikom, tylko przedstawić w sposób wesoły i optymistyczny konkretne właściwości opisywanych produktów. Nie stara się wpędzić nas w poczucie winy i popularne ostatnimi czasy bycie fit, co bardzo mnie cieszy. Przepisy zawarte w książce są bardzo miłym dodatkiem i przyznam, że są naprawdę ciekawe i inspirujące. Nie miałam jeszcze okazji ich wypróbować, ale chcielibyśmy z mężem przygotować brukselkę pieczoną w miodzie, bo bardzo lubimy te zielone, kapustowate kuleczki. Spodobał mi się także przepis na placek pasterski, tak często wykonywany w zagranicznych programach kulinarnych, ale boję się, że moje umiejętności kuchenne są trochę za słabe.

Nie sposób nie wspomnieć o szacie graficznej "SuperFood". Tytuł jest co prawda w miękkiej oprawie (dla jednych to plus, dla innych minus), ale ma piękną, hipnotyzującą okładkę, a zdjęcia w środku są bajeczne. Żywe, kolorowe, cieszące oko. Książka idealnie nadaje się na prezent i jest kopalnią wiedzy na temat tego, co możemy wyhodować w przydomowym ogródku lub na balkonie i jak wpłynie to na nasze zdrowie. Najserdeczniej polecam.



Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 18 września 2017

"DZIEŃ CZWARTY" - Sarah Lotz

Autor: Sarah Lotz
Tytuł: DZIEŃ CZWARTY
Liczba stron: 416
Data wydania: 02.08.2017
Wydawnictwo: Akurat

Po bardzo realistycznej i złowrogiej powieści "Troje", Sarah Lotz powraca z nowym tytułem. "Dzień czwarty" ma podobną szatę graficzną, choć chyba nic nie przebije czarnych stron, które posiadała pierwsza książka. Okładkowe ciemne barwy sugerowały mroczny klimat. 

Tym razem autorka zaprasza nas w rejs luksusowym statkiem. "Piękny marzyciel" to kolos przypominający Titanica, mieszczący na swoich pokładach około trzech tysięcy pasażerów. Początkowo wycieczka zapowiada się nieźle, załoga dwoi się i troi, aby zapewnić ludziom rozrywkę i relaks. Nadchodzi jednak tytułowy dzień czwarty i wszystko się zmienia. Kompletnie niewytłumaczalna awaria sprawia, że statek dryfuje. Załoga nie udziela żadnych informacji. Ludzie zaczynają się złościć, ponieważ mają wykupione bilety powrotne do domów, poza tym zamknięcie większości barów działa na nich jak płachta na byka. Sarah Lotz krok po kroku, godzina po godzinie opisuje wydarzenia na statku. Uczestnicy wycieczki są coraz bardziej rozgoryczeni, źli, zmęczeni. Dodatkowo ci, którzy wykupili najtańsze kajuty muszą szukać miejsca do spania pod gołym niebem, ponieważ zepsuta kanalizacja sprawia, że nie da się wytrzymać wszechogarniającego smrodu. Nie działa wi-fi, nie ma ciepłych posiłków, nie można skorzystać z toalety. Luksusowy rejs zmienia się w farsę. Dodatkowo coraz więcej osób choruje, część ma omamy, a dodatkowo sprzątaczka znajduje w kajucie ciało martwej kobiety... 


"Dzień czwarty" dzieli się na dwie części z czego pierwsza jest zdecydowanie dłuższa. Wydarzenia poznajemy naprzemiennie z perspektywy kilku uczestników rejsu. Jest ciekawie, trochę dwuznacznie, tajemniczo, kryminalnie. Jednocześnie autorce udało się świetnie opisać zachowanie ludzi, którzy zmuszeni są przebywać ze sobą na jednej przestrzeni. Brak jakiegokolwiek kontaktu z kapitanem i światem zewnętrznym rozbudza w ludziach najgorsze instynkty. Zaczynają się awantury, krzyki, histeria. Na statku panuje kompletny chaos, a uczestnicy wycieczki ustalają swoje własne zasady. Pracownicy statku czują się zastraszeni, część porzuca swoje obowiązki i poddaje się wszechogarniającej panice. 


Druga część jest krótka, zawiera około 80 stron i bardzo, ale to bardzo dezorientuje czytelnika. Zgodnie z założeniami powieści postapokaliptycznej Sarah Lotz stara się przybliżyć nam wydarzenia, które nastąpiły po odnalezieniu statku. "Serwuje" nam to w formie krótkich rozmów z osobami, które przeżyły. Są to przedziwne wywiady, bardzo dezorientujące. Przyznam, że wprawiły mnie w osłupienie, a mój umysł nie był w stanie uwierzyć bohaterom. Powiem więcej, oni nie wierzyli sami sobie i mieli ku temu powody. 


Finał powieści dość mocno mnie oszołomił. Przyznam szczerze, że nie cierpię takich zakończeń, ponieważ jako nałogowa książkoholiczka nie mogę zacząć w spokoju kolejnej lektury. Myślę i analizuję ten koniec i za każdym razem mam mętlik w głowie. Takie cuda tylko z Lotz. Gorąco zachęcam. Jeśli macie chęć na dużą dawkę niepokoju, niepewności i napięcia to na pewno się nie zawiedziecie. 
Moja ocena: 7/10

piątek, 15 września 2017

"ZŁA JULIA" - Leisa Rayven

Autor: Leisa Rayven
Tytuł: ZŁA JULIA, tom 2
Liczba stron: 368
Cykl: Starcrossed
Data wydania: 13.09.2017
Wydawnictwo: Otwarte


Opinia nie zawiera spojlerów z części pierwszej. Czytajcie śmiało.

Po miłej, wesołej i lubianej Cassie nie ma już śladu. Dziewczyna sięgnęła dna i nie potrafi się od niego odbić.  Jest zła, wkurzona,  jest wręcz zbulwersowana tym,  że facet,  który porzucił ją dwukrotnie, znów chce się do niej zbliżyć. Naprawdę nie wiem co zrobiłbym na miejscu bohaterki i byłam bardzo ciekawa co przyniesie mi lektura "Złej Julii". Wyobrażałam sobie, że "Romeo" będzie musiał stanąć na głowie,  żeby wynagrodzić jej wszystkie krzywdy,  ale czy to sprawi, że Cassie znów stanie się sobą? Byłam szalenie ciekawa jaki koniec szykuje autorka dla swoich bohaterów.  Tragiczny jak w sztuce Romeo i Julia czy może szczęśliwy i pozbawiony dramatów? Jak myślicie,  co wzbudziło by w Was większe emocje? 

"Zła Julia" to drugi tom z serii Starcrossed. "Roboczo" tłumaczę sobie to jako urodzeni pod nieszczęśliwą gwiazdą. Jak mówi tytuł teraz do Cassie jest tą złą, a wszystko to wina miłości. Czasem tak właśnie jest, że miłość poza radością i uniesieniami przynosi też ból, żal i rozczarowanie. Ethan znów próbuje stać się częścią życia Cassie, twierdzi, że się zmienił. Musi tylko udowodnić, że tym razem mówi prawdę. 

Lektura "Złej Julii" uzupełnia wszystkie luki, które pozostały po przeczytaniu części pierwszej. Generalnie jest to udana kontynuacja i oceniam ją podobnie jak pierwszą część. Przeszkadzały mi jedynie bardzo długie i szczegółowe opisy aktów miłosnych. Leisa Ravven podeszła do tematu bardzo dokładnie i skrupulatnie, żaden dotyk, żaden pocałunek, żadne westchnienie, nie zostało przemilczane. Wręcz przeciwnie, autorka poddała te wszystkie fizyczne czynności drobiazgowej analizie. Dla wielu czytelników będzie to plus, szczególnie dla osób, które wciąż czekają na swoją wielką miłość. 

Podsumowując "Złą Julię" oceniam podobnie jak "Złego Romea".  Pozycja lekka, przyjemna,  romantyczna. Uświadamia nam,  że miłość ma różne oblicza,  ale zawsze warto walczyć o swoje szczęście. 

Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 11 września 2017

"CzaroMarownik" - magiczny kalendarz na rok 2018



TYTUŁ: CZAROMAROWNIK, magiczny kalendarz na rok 2018
Praca zbiorowa
LICZBA STRON: 448
OPRAWA: twarda

Do końca roku pozostało jeszcze 111 dni, ale już dziś chciałabym pokazać Wam bardzo fajny kalendarz na nadchodzący rok. Nosi on nazwę "CzaroMarownik", intrygująco prawda? Każda kobieta potrzebuje w swoim życiu odrobiny magii, poza tym fajnie mieć w jednym miejscu garść porad, inspiracji oraz mieć możliwość prowadzenia swoich zapisków. Ja osobiście mam teraz mnóstwo na głowie i zdecydowanie staram się zapisywać ważne sprawy, a jest ich naprawdę sporo. Wrześniowe zobowiązania zapisałam sobie na zwykłym, wiszącym kalendarzu z tak zwanym "okienkiem" i po zanotowaniu wszystkiego stwierdziłam, że nie ma tam już miejsca nawet na wstawienie kropki. Po nowym roku chętnie przerzucę się na "CzaroMarownik", który oferuje mi więcej miejsca niż zwykły kalendarz ścienny. W dobie cyfryzacji i komputeryzacji większość osób decyduje się na aplikacje mobilne i to jest naprawdę fajne, ale... Kilka miesięcy temu popsuł mi się smartfon, straciłam wszystkie dane, wszystkie kontakty. Bardzo skrupulatnie prowadziłam aplikację dotyczącą niemowlaka i co? Telefon zwyczajnie się zepsuł, a wszystko przepadło. Nic dziwnego, że często mówi się, że papier wszystko wytrzyma. Dlatego tym razem nie chcę ryzykować i to właśnie ten kalendarz będzie mi towarzyszył w nadchodzącym roku. 


Przykładowe strony ze środka. 
Jak w większości kalendarzy niedziela zaznaczona jest na czerwono. Widzimy aktualną fazę księżyca, znak zodiaku, wiemy komu powinniśmy złożyć imieninowe życzenia oraz mamy miejsce na notatki i "złotą" myśl na każdy dzień. 


Choć bardzo mnie kusiło, nie mogłam przeczytać wszystkich ciekawostek i inspiracji na raz, ponieważ chcę mieć tę przyjemność w ciągu codziennego korzystania z kalendarza. Przejrzałam natomiast nagłówki i natychmiast przeczytałam to co najbardziej mnie interesowało i było dopasowane do moich zainteresowań. Na pierwszy ogień poszło "MIESZKANIE W STYLU SKANDYNAWSKIM". Wielbię ten styl więc z chęcią przeczytałam od deski do deski. "TRZY ZASTOSOWANIA IMBIRU" od razu wpadły mi w oko. Uwielbiam herbatę z imbirem, wiem, że ma właściwości przeciwbólowe, ale dwa pomysły na imbir zaczerpnięte z kalendarza są dla mnie nowością. Zaciekawiła mnie także idea "FOODSHARINGU", więc musiałam przeczytać i dowiedzieć się więcej na ten temat. Myślę, że każda z Was znajdzie coś dla siebie. Kalendarz oferuje artykuły o różnej treści, nowinki modowe, domowe, kosmetyczne, żywieniowe. Przeczytałam oczywiście horoskop i choć nie wierzę w takie rzeczy zawsze to robię. Też tak macie?


"CzaroMarownik" posiada twardą oprawę, więc na pewno wytrzyma cały rok. Świetnie nadaje się na prezent. Serdecznie polecam. A Wy używacie kalendarzy, notatników? Piszcie w komentarzach, co lubicie i polecacie. I oczywiście dajcie się zaczarować poniższemu. 

sobota, 2 września 2017

"ZŁY ROMEO" - Leisa Rayven


Autor: Leisa Rayven
Tytuł: ZŁY ROMEO, tom 1
Liczba stron: 400
Cykl: Starcrossed
Data wydania: 29.03.2017
Wydawnictwo: Otwarte

"Zły Romeo" to moje pierwsze spotkanie z Leisą Rayven. Pisarka mieszka w Australii z mężem, dwoma malutkimi chłopcami, trzema kotami i kangurem o imieniu Howard. Jej debiutancka powieść to historia o chłopaku i dziewczynie, którzy poznają się i zakochują w sobie w szkole aktorskiej. Grają też główne role w znanym wszystkim dramacie szekspirowskim "Romeo i Julia". Leisa sama chciała zostać aktorką, ale nie udało jej się zrealizować swoich planów. Być może dlatego przelała część swoich niezrealizowanych fantazji na papier. 

Ethan Holt to prawdziwy zły Romeo. Przystojny, gburowaty, lekko antypatyczny. Cassie zaś jest słodką Julią. Oboje odrobinę kojarzyli mi się z Tessą i Hardinem, bohaterami słynnej sagi After. Mimo lekkiego banału bardzo ich polubiłam. Cassie Taylor to przedziwna postać. Mimo, iż to zazwyczaj faceci uganiają się za kobietami, a nie odwrotnie, udało jej się wyjść poza schemat. Jej uwielbienie i pociąg fizyczny do Ethana były oszałamiające. Sam zainteresowany doskonale wiedział co Cassie do niego czuje, ponieważ nie dało się tego ukryć. Dziewczyna była momentami wręcz namolna i choć Ethan ze wszystkich sił próbował dać jej do zrozumienia, że nie jest zainteresowany, nie odpuszczała. Jako para na deskach teatru są niesamowici, natomiast w realnym świecie Romeo ucieka przed Julią, ale w końcu się poddaje. Chemia między nimi jest wręcz namacalna.

Akcja powieści toczy się dwutorowo. W chwili obecnej Cassie nienawidzi Ethana, ale musi go znosić przez wzgląd na to, że grają razem na Broadwayu. Są już pełnoprawnymi, znanymi aktorami. Cassie jako narratorka cofa się w przeszłość do czasów studenckich i opowiada nam swoją historię. Całość jest romantyczno-erotyczna, czasem smutna, czasem okraszona zabawnymi dialogami. Wiemy, że Ethan złamał Cassie serce dwa razy, natomiast część pierwsza jest lekko chaotyczna i wiele wątków nie zostaje wyjaśnionych do końca, przez co czytelnik ma wrażenie, że ciągle coś mu ucieka. Obecnie czytam drugą część i tam odnalazłam wiele brakujących elementów tej układanki. 

Leisa Rayven zdradza nam kulisy nauki w szkole aktorskiej. To naprawdę ciężki kawałek chleba, a biorąc pod uwagę, że większość osób cierpi na chorobliwą nieśmiałość, dostać się tam mogą tylko najlepsi. Holt i Taylor zdecydowanie mają talent, ale brak im wsparcia ze strony rodzin i przyjaciół. Aktorstwo to ich zdaniem nieopłacalny i niepewny zawód. Natomiast oni naprawdę ciężko harują, a sceny jakie muszą odgrywać i emocje z jakimi muszą sobie radzić są naprawdę trudne i wymagają od nich maksimum skupienia i energii.

"Zły Romeo" jako całość to pozycja bardzo lekka, przyjemna, połączenie New Adult z pełnokrwistym romansem. Serdecznie polecam w ramach rozrywki i odstresowania. Wczoraj skończyłam czytać drugi tom, na recenzję którego zapraszam w połowie miesiąca. 

Moja ocena: 6/10

sobota, 26 sierpnia 2017

"FELICIA ZAGINĘŁA" - Jorn Lier Horst


Autor: Jorn Lier Horst 
Tytuł: FELICIA ZAGINĘŁA
Cykl: William Wisting 
(tom 2) 
Seria: Mroczny zaułek 
Liczba stron: 354
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: 16.08.2017

Kolejny raz na moim blogu króluje Jorn Lier Horst. Były policjant, twórca świetnej serii kryminałów o Williamie Wistingu. Myślę, że dawna profesja przyczyniła się do tego, iż autor pisze tak dobrze, realnie i zajmująco. Tym razem inspiracją dla nowej powieści stał się wątek zaginięć. Temat bardzo ważny, trudny i niestety nagminnie aktualny. 

Każde zaginięcie kryje jakąś historię, tajemnicę, motyw. Śledczym nie zawsze udaje się odkryć, co stało się z poszczególnymi osobami. To właśnie przydarzyło się Felicii, która jak mówi tytuł zaginęła. Stało się to dwadzieścia pięć lat temu i sprawa prawie uległa przedawnieniu, ale w wyniku prac budowlanych ciało kobiety zostało odnalezione. Równocześnie w toku wydarzeń zaginęła inna młoda kobieta. William Wisting i jego zespół stają na głowie i walczą z czasem, aby rozwiązać obie sprawy. 

Horst ukazuje czytelnikom jak ciężka jest praca zespołu dochodzeniowego. Okrojony budżet, brak ludzi i czasu sprawiają, że pewne sprawy stają się priorytetowe, a inne schodzą na boczny tor. Komisarz Wisting został wykreowany na człowieka sumiennego, gorliwego i uczciwego, tak więc dosłownie "wychodzi ze skóry", aby obu sprawom poświęcić czas i pozyskać wszystkie możliwe środki. Czas działa niekorzystnie na pracę policjantów, a ślady zbrodni dawno zatarł czas. Wszystkie książki autora czyta się błyskawicznie i powyższy tytuł nie jest wyjątkiem. Ciekawy temat, misterna, wciągająca intryga, walka z czasem. Jednocześnie autor podsuwa nam "smaczki" z codziennego życia komisarza, jego walkę z nadwagą, troskę o dzieci czy lekkie zadurzenie się w nim przez koleżankę z zespołu. Wszystko to sprawia, że Wiliam Wisting staje się bliski czytelnikowi i chcemy wiedzieć o nim coraz więcej.

"Felicia zaginęła" to ósma wydana w Polsce książka autora. Przypisana została jako tom drugi. Przypominam, że kolejność czytania poszczególnych powieści nie ma znaczenia. Jednocześnie lada moment na rynku ukaże się całość, czyli jedenaście tomów i każdy czytelnik będzie mógł sam decydować o kolejności czytanych tytułów. Pod koniec roku ukaże się kolejny wyczekiwany tytuł "Gdy sztorm nadchodzi". Z jednej strony nie mogę się już doczekać, a z drugiej chciałabym to wszystko rozciągnąć w czasie, bo będzie mi bardzo smutno, że tytułów do przeczytania jest coraz mniej. Szalenie polubiłam Wistinga i ciężko będzie mi się z nim pożegnać. 

Moja ocena: 8/10

Cykl o Williamie Wistingu:

GDY MROK ZAPADA / KLUCZOWY ŚWIADEK / FELICIA ZAGINĘŁA / SZUMOWINY / POZA SEZONEM / PSY GOŃCZE / JASKINIOWIEC / ŚLEPY TROP

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"KRUK" - Piotr Górski

Autor: Piotr Górski
Tytuł: KRUK
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 05.07.2017


Piotr Górski - Rocznik 1971, urodzony na Mazurach, polonista i syn polonistów. Autor charakterystyczny, którego gwiazda rozbłysła w latach 90. ubiegłego stulecia. Jego "Horda", "Megalomani" czy "Wycieczka" do dziś pozostają jednymi z ciekawszych tekstów z tamtego okresu.

Sławomir Kruk to dobry policjant. Jak każdy bohater książek kryminalnych bardzo wczuwa się w swoją pracę. Jest jednak tylko człowiekiem i czasem się myli bądź po prostu puszczają mu nerwy. Tak bardzo stara się wejść w rolę ofiary, pragnie dla nich sprawiedliwości, że czasem nie dopuszcza do siebie innego rozwiązania. Taki tok myślenia zgubił go przy ostatniej sprawie, w związku z czym został wysłany na przymusowy urlop. Z opresji ratuje go bardzo młoda pani prokurator, która tylko i wyłącznie z nim chce prowadzić swoją pierwszą sprawę. Sławkowi wydaje się to bardzo dziwne, ale nie może narzekać. Najważniejszy jest powrót do pracy. Nowy przypadek jest bardzo zagadkowy, a zarazem makabryczny, ponieważ morze wyrzuciło na brzeg ludzkie zwłoki w skórzanym worku. Czy agresywny policjant i początkująca prokurator znajdą sprawcę?

Książka Piotra Górskiego to dość grube tomisko, kuszące ciekawą szatą graficzną i hasłem na okładce. Marta Krynicka i Sławomir Kruk to dość sztampowy duet, aczkolwiek ciekawy. Ciężko było rozgryźć postępowanie Marty i jej plany wobec podwładnego. Sam Kruk starał się być wobec niej lojalny, w końcu to dzięki niej wrócił do pracy. W toku sprawy Marta nie ukrywała, że przydzielono ją jej tylko i wyłącznie dzięki koneksjom, a Sławek jako policjant znany i szokujący opinię publiczną ma pomóc jej stanąć w blasku fleszy. Przez swoją wysoką samoocenę młoda prokurator popełniła szereg błędów, ale nie była skłonna przyznać się do pomyłki. Zainteresowanych informuję - między bohaterami nie ma wątku miłosnego. 

Akcja powieści nie należy do najszybszych, ale też nie ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem. Autor skrupulatnie i ze spokojem prowadzi czytelnika poprzez różne wątki i gdy wydaje się, że znamy już odpowiedzi na wszystkie pytania, śledztwo zmienia bieg, a przesłuchania świadków zaczynają się od nowa. W "Kruku" brak krwawych opisów. Fabuła jest raczej spokojna, dość skomplikowana, interesująca i skupiająca się na aspekcie psychologicznym. Prawie każdy opisany bohater coś ukrywa i zmaga się z jakąś traumą. 

Otwarte zakończenie, jak i niewyjaśnione wątki pozwalają mi sądzić, że "Kruk" powinien mieć kolejny tom. Niewyjaśniona przeszłość i znaczenie gangstera Wargi, który dziwnym trafem najbardziej mnie zaintrygował, podejrzane zachowanie Marty wobec Sławka, przeszłość głównego bohatera no i to niejednoznaczne zakończenie. Wszystko to, samo prosi się o kolejną część. Jeśli taka powstanie na pewno dam się na nią namówić.

Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 31 lipca 2017

Przedpremierowo - "BEZ UCZUĆ" - Mia Sheridan

Autor: Mia Sheridan 
Tytuł: "BEZ UCZUĆ"
Liczba stron: 360
PREMIERA: 02.08.2017
Wydawnictwo: Otwarte 


"Bez uczuć" to czwarta powieść Mii Sheridan wydana nakładem wydawnictwa Otwartego. Poprzednie książki autorki były bardzo przyjemne w odbiorze, a w szczególności rewelacyjne "Bez słów", tak więc jeśli powiedziało się "a", "b" i "c" trzeba oczywiście powiedzieć też "d".  Zarys fabuły jaki tym razem funduje nam Sheridan jest banalnie prosty. Bogata dziewczyna zakochuje się w biednym chłopaku,  a poprzez swój status społeczny jej rodzina nigdy nie zgodzi się na ich związek. Brogan jest synem ogrodnika, mieszka z ojcem i chorą siostrą.  Jest niezwykle bystry i przystojny, a więc budzi zainteresowanie Lydii, dziewczyny, która mieszka w rezydencji, w której pracuje chłopak i jego ojciec. Generalnie na początku powieści Brogan i Lidia są jeszcze nastolatkami, tak więc chłopiec nie powinien jeszcze pracować, ale ze względu na ojca alkoholika jest do tego zmuszony. Lidia, choć od początku budzi sympatię, trochę nieświadomie wyrządza Broganowi i jego rodzinie straszną krzywdę. Po latach dochodzi do ich spotkania i okazuje się że oboje wybrali życie bez uczuć.  

Autorka uczyniła głównego bohatera geniuszem matematycznym. Dzięki temu Brogan szybko pozbył się etykietki biednego syna ogrodnika. Stał się bogaty, potężny, wpływowy i żądny zemsty. Podejrzewam, że chłopak mógł przejawiać jakiś delikatny syndrom zespołu Aspergera, ponieważ jego miłość do liczb była oszałamiająca. Dodatkowo często dopadały go sytuacje, gdy cierpiał na nadmiar bodźców i dopiero Lydia pomogła mu sobie z tym poradzić. Zarówno Brogan jak i Lydia wzbudzili moją sympatię. Nie było w nich ani krzty "cwaniakowatości", która charakteryzowała bohaterów książki "Bez winy". Bogaci czy biedni, cały czas stawiali na zwykłą, ludzką przyzwoitość. Po prostu los lekko poplątał ich drogę i oboje nie wiedzieli jak to wszystko naprawić. W książce mamy sporo zabawnych sytuacji i humoru. Brogan i jego przyjaciel Fionn często posługiwali się irlandzką gwarą, co niezwykle bawiło osoby postronne. 

We wszystkich czterech powieściach Mia Sheridan bazuje na podobnych schematach, więc jeśli kogoś to nudzi może poczuć się lekko zawiedziony. Osobiście jestem zadowolona z lektury. Delektuję się miłością, pięknem i dobrem, które biją z powieści Mii. W dzisiejszych czasach bardzo tego brakuje, a to właśnie na te wartości niezmiennie stawia autorka. 

Moja ocena: 7/10

BEZ SŁÓW/BEZ WINY/BEZ SZANS

piątek, 14 lipca 2017

"TO, CO NAS DZIELI" - Anna McPartlin


Autor: Anna McPartlin
Tytuł: TO, CO NAS DZIELI
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 14.06.2017


Jak wiecie, Annę McPartlin cenię sobie bardzo za jej literaturę obyczajową, która porusza tematy trudne, a zarazem bardzo życiowe, ważne,  realne,  wciąż aktualne i dające do myślenia. Nie było takiej możliwości, abym przeszła obojętnie obok najnowszej powieści autorki.

"To, co nas dzieli" to historia paczki przyjaciół, którzy w młodości uwielbiali spędzać ze sobą czas, a obecnie rozjechali się po świecie, wskutek czego dorosłe życie zweryfikowało ich plany i marzenia. Oś powieści stanowią dwie najlepsze przyjaciółki - Lily Brennan i Eve Hayes (identyczne nazwisko miał tytułowy Królik z pierwszej powieści, ale okazało się że to przypadek).  Dozgonna,  jak się miało wydawać przyjaźń, rozpadła się pod wpływem pierwszych miłostek i  życiowych wyborów. Po wielu latach Eve ulega tragicznemu wypadkowi i trafia do szpitala, w którym Lily, jej przyjaciółka z czasów młodości pracuje jako pielęgniarka. Nadszedł czas na wyjaśnienie wszystkich swoich win i próby odbudowy dawnej przyjaźni. Eve i Lily dostały od losu drugą szansę, ale czy będą umiały nauczyć się ufać sobie nawzajem?

Tak jak w poprzednich powieściach McPartlin mamy tutaj do czynienia z wieloma zagadnieniami. Motywy miłości, przyjaźni, choroby, homoseksualizmu przeplatają się nawzajem i tworzą zawiłą siatkę różnych zdarzeń. Część z nich scala ze sobą bohaterów, a część wręcz przeciwnie oddala ich od siebie. Całość jak zwykle bardzo życiowa. Pozornie spokojny ton powieści przeradza się w formę refleksyjną. Część czytelników lubujących się w piórze McPartlin  na pewno zadaje sobie pytanie "Czy ona pisze o mnie?", "Czy moje życie nie wygląda podobnie?". Autorka udowadnia że to, co nas dzieli nie musi być przyczyną niezgody, wręcz przeciwnie może nas wzmocnić, a naszą miłość lub przyjaźń do kogoś uczynić silniejszą.   Kłamstwa i niewyjaśnione tajemnice zawsze pozostawiają smutek w sercu i choć mijają lata człowiek wciąż zastanawia się co by było gdyby.  Czy gdyby jakimś zaczarowanym sposobem mógł cofnąć czas to zrobiłby wszystko inaczej?

Anna McPartlin wykreowała świetną ułudę rodziny idealnej. Lily i Declan to na pierwszy rzut oka wspaniałe małżeństwo. Dokładając do tego dwójkę dzieci mamy rodzinę idealną. Przyglądając się rodzinie od środka widać rysy i pęknięcia. Przemoc psychiczna z jaką zmaga się Lily i znakomicie wykreowana postać męża tyrana sprawia, że miałam ochotę potrząsnąć bohaterką. Obojętność dzieci, które uważały, że wszystko im się należy również nie wyglądała zachęcająco. Za swoje dobre serce Lily zapłaciła wysoką cenę. 

Dzielenie się bólem, radością i stratą to stałe elementy prozy McPartlin. Nie inaczej jest w powyższej powieści. Wraz z bohaterami przeżywamy chwile smutne, na przemian z radosnymi. Znajdzie się również kilka ciętych komentarzy i cynicznych ripost, w których prym wiedzie Eve. Nie na darmo od dziecięcych lat nazywała swego kolegę Declana (męża Lily) DEKLEM. Uwielbiam autorkę za ten humor przeplatany ze smutkiem i refleksyjnością. Myślę, że po trzech przeczytanych książkach, mogę śmiało i otwarcie powiedzieć, że jest to moja ulubiona autorka. 

Moja ocena: 8/10

Inne powieści Anny McPartlin: OSTATNIE DNI KRÓLIKA / GDZIEŚ TAM, W SZCZĘŚLIWYM MIEJSCU

poniedziałek, 3 lipca 2017

"KŁAMCA" - Nora Roberts


Autor:  Nora Roberts
Tytuł: KŁAMCA
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 14.06.2017

Do niedawna myślałam, że takie autorki jak Charlotte Link bądź Mia Sheridan piszą bardzo dużo i bardzo szybko, ale Nora Roberts zdecydowanie "bije" je na głowę. Gdy zobaczyłam jej pisarski dorobek (około 200 książek) dosłownie oniemiałam. Jestem pewna, że nigdy nie zdołam przeczytać wszystkich jej powieści, ale cieszę się, że sięgnęłam po "Kłamcę" i w końcu poznałam fenomen autorki, która cieszy się ogromnym uznaniem wśród czytelników i recenzentów.

Kłamca" to opowieść z gatunku, który obecnie czyta mi się najlepiej, czyli kobiecy, obyczajowy kryminał z domieszką pięknej miłości i przyjaźni w tle. Główną bohaterką jest Shelby Foxworth, z domu Pomeroy, która właśnie straciła męża. Wydawało jej się, że są bogaci, a teraz okazuje się, że Richard zostawił ją z długami o jakich nie śniła. Pomimo, że małżeństwo Shelby nie było udane, kobieta jest załamana ilością kłamstw jakimi raczył ją nieżyjący mąż. Jako 24-letnia wdowa z malutką córeczką u boku musi stawić czoło prawdzie - jej mąż prowadził podwójne życie, a ona nie miała o tym zielonego pojęcia. W głowie kłębi jej się mnóstwo pytań na temat Richarda, na które być może nigdy nie pozna odpowiedzi. Shelby postanawia sprzedać ogromny dom, spłacić niebotyczne długi i wyruszyć do rodzinnego miasteczka by zacząć wszystko od nowa. Boi się reakcji rodziny, z którą przez męża straciła kontakt. 

Po przyjeździe do Tennesse okazuje się, że Shelby nadal może liczyć na wszystkich swoich bliskich. Nie czytałam innych powieści Nory Roberts, ale w powyższej autorka stworzyła rodzinę idealną. Wielopokoleniowy dom, w którym wszyscy sobie pomagają, wspierają się wzajemnie i przede wszystkim ogromnie się lubią. Cztery pokolenia kobiet z rodziny Pomeroy to osoby, obok których ciężko przejść obojętnie. Dobry, ale twardy charakter i niezwykła uroda to cechy, które je wyróżniają. Dodatkowo babcia, matka, córka i wnuczka są do siebie bliźniaczo podobne, a ognistorude włosy to ich znak rozpoznawczy. Babcia Shelby prowadzi salon kosmetyczny, który w powieści pełni ważną rolę. W nowoczesnym, jak na tak małą mieścinę, salonie babci Vi spotykają się kobiety, które w czasie upiększania swojej urody omawiają lokalne ploteczki, nie pozostawiając na nikim suchej nitki. Problemów Shelby nie dało się więc ukryć i dziewczyna szybko stała się ofiarą szeptów i pomówień. Życie bogatej, młodej wdowy, która nagle staje się bankrutką i wraca w rodzinne strony budzi spore kontrowersje i dzieli mieszkańców. 

"Kłamca" to powieść wielowątkowa. Mamy tu zdradę, kłamstwa, tajemnice, miłość, silne więzi rodzinne oraz obraz silnie związanej społeczności ludzi w malutkim mieście, gdzie niczego nie da się ukryć. Jeśli chodzi o wątek kryminalny, nie będę ukrywać, że był mało skomplikowany i szalenie łatwo było domyślić się prawdy, ale nie przeszkodziło mi to w odbiorze lektury. Wyjątkowo podobały mi się postaci wykreowane przez Norę Roberts, zarówno te dobre, złe jak i neutralne, a córeczka Shelby, czyli mała Callie skradła moje serce. 

Podsumowując jest to powieść o kobietach dla kobiet. Ciepła, ciekawa, z lekkim dreszczykiem emocji. Jest to moja pierwsza przeczytana książka autorki, ale już mam ochotę na więcej. Serdecznie polecam.

Moja ocena: 8/10

sobota, 10 czerwca 2017

"RADYKALNI. TERROR" - Przemysław Piotrowski


Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: RADYKALNI. TERROR (tom 1)
Wydawnictwo: Videograf SA
Liczba stron: 400
Data wydania: 26.04.2017

Kolejna książka Przemysława Piotrowskiego. Kolejna "męska" okładka. Kolejny strzał w dziesiątkę. Tak samo jak przy znakomitej "Drodze do piekła" biłam się z myślami, cóż taka okładka może mi zaoferować. Okazało się, że oferuje wiele emocji, a zarazem zmusza do przemyślenia pewnych kwestii. "Radykalni" to oczywiście fikcja literacka, ale w świetle ostatnich wydarzeń wizja autora jest naprawdę przerażająca.  "Dokąd zmierzasz Europo? Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci" – grzmiała niedawno Pani premier Sz. w swoim słynnym telewizyjnym przemówieniu. W najnowszej powieści Przemka Piotrowskiego Europa padła na przysłowiowe kolana, a wielomilionowa migracja muzułmanów zaczęła masowo zapełniać największe europejskie miasta. 

Rok 2023, czyli tak jak w "Drodze do piekła" przyszłość, ale bardzo bliska. Bohater "Radykalnych" to Jakub Polak, młody chłopak przebywający na wymianie studenckiej w Hiszpanii. Kuba żyje z dnia na dzień, pracuje, uczy się, lubi dobrą zabawę, niczego nie planuje. Zakochuje się w pięknej Arabce o imieniu Nawal i jest bardzo szczęśliwy. Sielanka szybko się kończy, ponieważ Nawal pada ofiarą zabójstwa honorowego, a sam Kuba i jego znajomi ledwo uchodzą z życiem. Od teraz w głowie bohatera krążą straszne myśli, a zemsta staje się jego obsesją. Wizja Paryża ogarniętego ideologią islamskiego ekstremizmu jest szokująca. Na dzień dzisiejszy jest fikcją, ale czy będzie nią również za 7 lat? Islamscy radykałowie przeprowadzili swoistą inwazję kulturową na nasz kontynent. Policja jest bezradna. Obowiązuje prawo szariatu, a muzułmanie nie kryją się ze swoją nienawiścią do "niewiernych". 

Przemiana głównego bohatera powieści jest porażająca. Z wesołego, beztroskiego, młodego człowieka zmienia się w kogoś, kogo sam nie poznaje. Po śmierci ukochanej Kuba tworzy w swojej głowie przerażające wizje, marzy o dokonaniu zemsty i pomszczeniu Nawal. W pewnym momencie sprawy przybierają taki obrót, że Kuba już nie wie, czy faktycznie chodzi tutaj o pomszczenie narzeczonej, swoiste przeżycie żałoby, czy też tylko i wyłącznie o krwawą zemstę. Obrazy, które tworzy Kuba w swojej głowie są potworne i makabryczne. Chłopak sam zdaje sobie sprawę, że coś w nim pękło i już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem. Chorobliwa nienawiść napędza go do działania. Napędza też jego towarzyszy i całkowicie zmienia osobowość Moniki, koleżanki Jakuba, która w ferworze wydarzeń została uprowadzona przez zabójców Nawal. Autor kolejny raz udowadnia jak silna jest ludzka psychika. Człowiek jest w stanie przetrwać najgorsze katusze, musi mieć tylko jakiś punkt zaczepienia, choćby myśl, że uda mu się przetrwać. Nienawiść Moniki do swoich oprawców również osiąga apogeum. 

Podsumowując, najnowsza książka Piotrowskiego jest dobra, wręcz świetna. Przerażająca, porażająca i makabryczna. Naprzemienna narracja z perspektywy kilku postaci nie pozwala się nudzić. Warto śledzić postępy autora, bo powieści grozy dobrze mu wychodzą. Ma uzależniające pióro, a poruszane przez niego tematy zostawiają w naszych głowach ziarenko niepewności. Panie Przemku, a gdyby tak wysłać Pana powieść kilku członkom parlamentu? Niech się zajmą czymś pożytecznym - mam oczywiście na myśli CZYTANIE. 
Moja ocena 9/10

poniedziałek, 29 maja 2017

"SZCZĘŚCIARY" - Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska


Autor:  Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska
Tytuł: SZCZĘŚCI@RY, tom 2 
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 29.03.2017

Rok temu Agnieszka Jeż i Paulina Płatkowska wydały swoją pierwszą książkę pod tytułem "Nie oddam szczęścia walkowerem". Była to opowieść o dwóch przyjaciółkach ze szkolnej ławki, których znajomość lekko osłabła, ale po przypadkowym spotkaniu dziewczyny postanawiają ją odnowić. Piszą do siebie e-maile, co kojarzyło mi się wtedy z książką Cecelii Ahern "Love Rosie". Choć tytuł sam w sobie do tej pory mi się nie podoba (chodzi o ten nieszczęsny "walkower"), to książkę czytało mi się świetnie, a nawet trafiła do folderu "ulubione". Dziś zastanawiam się dlaczego z drugim tomem nie było tak samo. Dlaczego "Szczęściary" tak mnie rozczarowały? Posłuchajcie.

"Przygody" Jagody i Maliny zaczynają się tym razem od happy endu. Wszystko w ich życiu układa się pomyślnie i obie starają się cieszyć i celebrować swoje szczęście. Autorki znów zaserwowały czytelnikom historię w formie e-maili, aczkolwiek myślę, że tym razem nie miało to sensu. Wiadomości pisane przez przyjaciółki są długie, rozwlekłe, pisane językiem ładnym, ale górnolotnym i niezwykle pompatycznym. Wyszło więc bardzo nienaturalnie i powiało nudą. Myślę, że można było wprowadzić coś nowego, na przykład kontakt w formie SMS-ów, przeplatany z normalną narracją. Wydaje mi się, że Pani Agnieszka i Pani Paulina piszą tak z racji wykonywanego przez siebie zawodu (filolożka i kulturoznawczyni), ale mogły nadać swoim bohaterkom trochę iskry i trochę luzu. Tym razem bardzo mi tego zabrakło. 

Kolejnym minusem jest wątek, w którym to bohaterki wyśmiewają się z imion Adrian i Alan oraz toczą e-mailowe dysputy, jak można tak brzydko nazwać dzieci. Powiem szczerze, że nie wiem jak to skomentować. Po pierwsze imiona są sprawą indywidualną, a po drugie autorki nazwały dzieci swoich bohaterek równie śmiesznie, a mianowicie Jeremek, Matyldzia i Irenka. Drogie autorki, wyobraźcie sobie teraz, że po Waszą książkę sięga mama Adrianka bądź Alanka... Gwarantuję, że po lekturze na pewno nie sięgną po żadną Waszą powieść. Generalnie wątek chłopców był fajny, ożywczy, ale komentowanie imion to zupełnie niepotrzebna kwestia.

Okładkowe porównanie do Bridget Jones jest dla mnie kompletnie nietrafione. Wszak Bridget to ikona, osoba niezwykle wesoła, spontaniczna, nieperfekcyjna i popełniająca gafę za gafą. Malina i Jagoda w tym tomie na pewno jej nie przypominają. Jagoda jest wyciszona, refleksyjna, spokojna, a Malina może faktycznie ma w sobie coś z Bridget, ale dosłownie odrobinkę. 

Reasumując, "Szczęściary" jako całość są w porządku, ale moim zdaniem autorki powinny poprzestać na jednym tomie. Nie odradzam, ale też szczególnie nie polecam. Spodoba się osobom szukającym spokojnej, miłej, sielankowej historii. Spodoba się osobom lubującym się w kwiecistym, patetycznym języku. Dla mnie niestety była to strata czasu, który w chwili obecnej, przy malutkim dziecku, jest dla mnie na wagę złota. 

Moja ocena: 5/10